7 lutego 2014

Rozdział 20

Perspektywa Harr'ego
Wtorek. 17 grudnia 2013r.

Siedziałem, a raczej leżałem w tej sali już trzeci dzień z rzędu. Leżę w szpitalnym łóżku i liczę barany, chyba pięćdziesiąty raz z rzędu. W prawdzie moja mama i Claudia są u mnie bardzo często, nie mogę też nic zarzucić chłopakom... Ale to nie zmienia faktu, że potwornie się tutaj nudzę. Grunt to, to, że czuję się już o wiele lepiej. Poza licznymi siniakami i obitą twarzą nie jest źle. Mogę wracać już do domu, ale mój lekarz twierdzi zupełnie co innego.
Martwię się o Niall'a. To mój najlepszy kumpel, prawieże mój brat. Martwię się o jego zdrowie, psychikę, samopoczucie... Przecież ten chłopak musi przeżywać traumę, o ile się wybudził. Oby stało się to jak najszybciej. Nie jestem takim dupkiem, żeby pociągać za nim odpowiedzialność. Nie chciał spowodować wypadku. Nie chciał żeby i on, i ja trafiliśmy na izbę przyjęć. To był wypadek spowodowany nieumyślnie. Nikt nie mógł go przewidzieć. Nawet ja. Najważniejsze jest to, żeby każdy wyszedł z niego cało. Siedząc tak i nucąc pod nosem, w pewnym momencie białe drzwi o mojego niewielkiego pokoiku otworzyły się. A moim oczom ukazała się drobna sylwetka uroczej blondynki. Uśmiechnięta dziewczyna wzniosła do tego pomieszczenia pozytywną aurę, która nadała jakiś sens siedzeniu tutaj.
– Cześć Hazz – odezwała się, zgryzając dolną wargę. Oparła się o drzwi i przystanęła z nogi na nogę.
– Witaj, słońce – odpowiedziałem jej, i puściłem oczko.
– Mogę ci poprzeszkadzać? – usłyszałem znów, ten jej melodyjny, piękny głos. Uwielbiałem go. Uwielbiałem w niej wszystko. Claudia była inna. Wyróżniała się od tych wszystkich dziewczyn, które spotykałem w życiu. Ona nadała sens mojemu życiu. To tylko dzięki jej wspaniałej osobowości chcę się ogarnąć i ustatkować. Bynajmniej próbuję. Odkąd ją poznałem i odkąd wyjechała nie sprowadziłem do domu żadnej innej kobiety. Nie potrafiłem. Nie mogłem. Nie byłem w stanie zrobić jej takiej przykrości, ponieważ zbyt mocno mi na niej zależy. Wystarczy teraz tylko jej to udowodnić. To uczucie, kiedy brakuje Ci kogoś, z kim nawet nie wiesz jak by było, kogoś, kogo nigdy nie miałeś.
– Pewnie, chodź tutaj – oznajmiłem, a następnie odsunąłem się w bok i zrobiłem miejsce tuż obok siebie. Poklepałem je dwukrotnie, a za chwilę puste miejsce wypełniło się obecnością Dix.
Poczułem jej wspaniały zapach. Kobiecy perfum marki playboy mieszający się z aromatem fiołkowym. Tak, dokładnie. Wspominałem kiedyś, że Claudia pachniała fiołkami? Dziewczyna leżała już w moich ramionach, tuląc się do mojej piersi. Cieszę się, że mam ją tak blisko siebie. Że mogę czuć jej zapach, oddech, obecność. Że mogę na nią spoglądać kiedy tylko zechcę. Nie wiem i nie mam pojęcia czy wyjdzie z tego coś więcej, czy znów ktoś zagrozi naszemu szczęściu. Nie chciałbym żeby ta chwila się skończyła. Chciałbym jedynie być już przy niej. I pomagać, kiedy będzie mnie potrzebowała.
– Myślisz, że teraz będzie dobrze? – spytała, a jednocześnie nie przestawała bawić się moimi lokami. To słodkie, kiedy dotyka moich włosów. Uwielbiam jej dotyk. Uwielbiam jej smak, zapach, ale nie chcę robić niczego zbyt pochopnie, by nie zrozumiała mnie źle. Nie chodzi nawet o seks. Mam to gdzieś. To nie jest najważniejsze. Najważniejsze to budzić się z kimś. Spać przytulonym, przytulanie jest ważne. Świadomość, że jeżeli przyjdą potwory, ktoś z tobą jest. Budzisz się rano, z ciepłym ciałem, czujesz oddech kochanej osoby na swoim ramieniu. To jest to.
– Myślę, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Myślę, że wszystko ułoży się tak jak będziemy chcieli. I o ile będziemy chcieli, bo działa to w dwie strony – odpowiedziałem jej, i ucałowałem delikatnie w czubek głowy. Przytuliłem ją mocno do piersi, by dać jej poczucie całkowitego bezpieczeństwa. Chciałem dać jej nie tylko bezpieczeństwo czy troskę, chciałem dać jej siebie. Swoją osobę i swoją miłość, która kieruje się do niej. Miłość jest namiętnością. Wytrąca z równowagi. Gubi rytm. Zaburza spokój. Zmienia wszystko. Przewraca świat do góry nogami. Wywraca wszystko na lewą stronę, zachód zmienia w południe, a północ we wschód, to, co złe, w dobre, każe otwierać serce bez warunków. W takim obłąkaniu cierpienie i lęk są niezauważalne. Paradoksalnie, bez nich miłość nie ma sensu. I tak właśnie się czuję. Jestem zakochany. I wierzę w dobro. W pozytywną energię, w prawdę. Wierzę, że dobro zawsze będzie zwyciężało nad złem. Wierzę, że człowiek sam tworzy swoją przyszłość i ma na nią wpływ – także poprzez życie w prawdzie i uczciwości, bo promieniując dobrą energią, przyciąga się jeszcze więcej tej pozytywnej, konstruktywnej i dobrej energii, która daje siłę. Miłość to trudna sprawa, lecz dla takich jak my to istny bieg z przeszkodami. Miłość to w pewnym stopniu podjęcie ryzyka. A ja pragnę podjąć się temu zadaniu. Dla Claudii, zrobię wszystko.
– Postaramy się o to, dla nas. Dla naszej wspólnej przyszłości – powiedziała, i poczułem jak się uśmiecha. Pocałowała mnie w policzek, podniosła się z łóżka i stanęła obok niego. Wpatrywała się przez chwilę w moje oczy, i ani przez chwilę promienny uśmiech z jej twarzy nie znikł. Od dawna nie widziałem jej tak bardzo uśmiechniętej. Uśmiech był szeroki i prawdziwy, prawieże zapomniany.
– Muszę już iść – oznajmiła mi, a za chwilę poprawiła mi moją kołdrę i puchową poduszkę. Lubię, kiedy się o mnie troszczy. Martwi się o mnie jak mało kto, a choć wcale nie musi tego robić. Claudia chce o mnie dbać, i to jest w tym najlepsze. Pomaga innym, nie oczekując nic szczególnego w zamian. Ona już taka jest. Wesoła, pogodna, pragnie pomagać innym kiedy to jest konieczne.
– Wrócisz? – Spytałem bez entuzjazmu. Czas minął tak szybko nim zdążyliśmy się obejrzeć. Nim się zorientowałem Claudia przesiedziała u mnie z dobrą godzinkę.
– Hazz, nic nie obiecuję. Jeśli wyrobię się z czasem, to przyjdę. Umówiłam się z Ash na zakupy przed wyjazdem, i nie wiem ile nam na nich zejdzie... Kiedy wychodzisz? – Blondynka uśmiechnęła się, i usiadła delikatnie na zaścielonej pościeli. Jej głos był tak piękny, tak delikatny... Byłem ciekaw, o jakim wyjeździe mówi Claudia.
– Jutro mnie wypisują – odpowiedziałem szybko. – Wyjeżdżasz? Dokąd? – Byłem ciekaw co jeszcze kryje umysł, tej małej istotki. Odkąd się pogodziliśmy, to ani razu nie wspominała mi nic o jakimś wyjeździe. Hm, dziwne.
– Lecę z Ash i Troyem w Alpy – zaapelowała krótko, zwięźle i na temat. Powiedziała to tak szybko, jakby chciała coś przede mną ukryć. – Um, nie wspominałam ci?
– Nic a nic – wzruszyłem ramionami z obojętnością. – Lecisz z Troy'em, powiadasz?
– I z Ashley – dodała i skinęła głową.
Nie podobał mi się ten pomysł, że jej ten cały koleżka będzie z nią przez kilka dni na wyjeździe sam na sam. Faktycznie, może nie będą sami... Ale to nie zmienia faktu, że nie lubię tego gościa.
– Tak tak. Słyszałem – mruknąłem. – I, ile tam będziecie?
– Dziesięć dni, ale nie martw się, wrócimy przed Sylwestrem – uśmiechnęła się, ukazując rząd swoich śnieżnobiałych zębów. Calutkie dziesięć dni, prawie dwa tygodnie z dala ode mnie, a coraz bliżej  zasranego, zapiziałego Troy'a? Ugh. Jestem zazdrosny o niego, ale przecież jej o tym nie powiem.
– I co, będziesz tam sama z tym Troy'em?
– Nie będziemy sami. Lecę ja, Ashley i Troy. To przyjacielski wypad, nic poza tym – wyjaśniła, co jeszcze bardziej zaczynało mnie denerwować. Nie mogłem pokazać po sobie krzty zazdrości. Jest jej przyjacielem, od zawsze... I woli jego bardziej niż mnie. Pf!

Styles - jesteś kompletnym idiotą.
Jesteś skończonym i zazdrosnym idiotą, Styles.

– Mhm – mruknąłem pod nosem. – Rozumiem, rozumiem.
– Hazz... – przeciągnęła, zbliżając się do mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy i świat nagle się zatrzymał. Byłem ja, i ona. Byliśmy tylko my. Patrzyłem na nią z fascynacją i miałem ochotę ją pocałować. Pragnąłem poczuć smak jej ust. Nie teraz, nie w tej chwili. To zbyt piękne żeby było prawdziwe. –Czyżbyś był zazdrosny?
Trafiła kosa na kamień.
– Nie – skłamałem, i starałem być jak najbardziej prawdziwy. Zaśmiałem się sarkastycznie, pocierając nerwowo skronie. Zawsze tak robiłem gdy się czymś denerwowałem, lub przejmowałem. Szlag! Styles, ty głupku... – Skąd ten pomysł, mała?
– Widzę to w twoich oczach – mruknęła mi prosto do ust, po czym niespodziewanie musnęła delikatnie moje wargi.
Odsunęła się ode mnie na kilka milimetrów i spojrzała głęboko w oczy. Uśmiechnęła się dyskretnie i wyszła z sali. Nie wiem, czy mogę określić to jako „pocałunek życia”, ale wiem, że po tym co ona zrobiła, czuję się doceniony, i szczęśliwszym przede wszystkim. Kochać, znaczy tworzyć, rzeźbić miłość w barwach jutrzenki. Kochać, znaczy być, chcieć być tylko po to, aby być z nim. Kochać, znaczy miłować, miłować nad wszystko  co skończone i nieskończone. Kochać, znaczy po prostu kochać…

Perspektywa Claudii

Usiadłam i zaczęłam się zastanawiać co tak na prawdę przyniosło mi szczęście w życiu. Jedną myślą jaka przyszła mi do głowy był on, Harry. Był i jest jedyną osobą, która sprawia, że jednym uśmiechem, słowem, tonem głosu sprawia, że moje serce bije jak szalone. Oczy nie przepełniają się już łzami smutku, teraz jest to tylko szczęście. Nawet nie wyobrażacie sobie, ile radości daje mi jego jeden uśmiech, jeden dotyk, pocałunek, spojrzenie w oczy. To cudowne chwile, o których marzę i marzyłam od zawsze. Miłość, dzięki niej życie zaczyna się wydawać piękniejsze, marzenia zdają się spełniać, cele się zmieniają nawet wiatr wieje w inną stronę a oczy zaczynają dostrzegać kolory. Związek dwojga ludzi oparty na prawdziwej miłości to związek gdzie nie ma miejsca na rywalizację, oszukiwanie siebie czy też zabawę w miłość. Związek taki to poszukiwanie wspólnie prawdy, gdzie się demaskuje fałsz i dąży do jedności. Wiele osób traktuje związki jako sposób na rozwiązanie swoich niezaspokojonych potrzeb. Ilu osobom się wydaję, że kochają bo są dobrzy, mili i wyrozumiali. Tkwią we własnym wyobrażeniu miłości. Utożsamiają się z partnerem, nie umieją odnaleźć własnej autonomii i niepowtarzalności, własnej jedności. Lub w sposób egoistyczny traktują związek, który ma im służyć tylko dla własnej przyjemności. Hm, mam tu na myśli Zayn’a i jego misterny plan, który niedługo szlag trafi. Nie pozwolę sobą pomiatać, nie pozwolę być taktowana jak szmata, nie teraz, kiedy zmieniłam się i potrafię postawić na swoim. Postaram się o to, by ten dupek zapłacił za wszystkie krzywdy, które mi wyrządził. Może nie było tego za wiele, ale teraz jemu, dostanie się za to, ze zdwojoną siłą.
Jak myślicie, czy jestem teraz szczęśliwa? Owszem. Dzięki Harr’emu wszystko się diametralnie zmieniło. Szczęście? Szczęście jest pojęciem względnym. Dla niektórych szczęściem jest rzecz, dla innych pieniądze, a jeszcze inni szczęście spostrzegają w drugiej osobie. Moje szczęście zamyka się w jego osobie. Nic więcej nie potrzebuję. Zrozumiałam jak to jest, kiedy jedno spojrzenie może zmienić życie. Zakochałam się w jego uśmiechniętych oczach. Jego dołeczkach i pięknym uśmiechu. Jego uroczych loczkach, które łaskoczą mnie w policzek, kiedy leżeliśmy obok siebie, a on wtulił się w moją pierś. Zrozumiałam, że go kocham.
On? Po prostu uczynił mnie piękniejszą. I wiesz, że nie chodzi mi o wygląd. Inni, którzy zabiegali o moje względy chcieli od razu odkryć wszystkie karty. Poukładać puzzle i prosić o rękę. On tego nie robi. Zadaje pytania, których nikt inny nigdy mi nie zadał. Jego w istocie interesuje to co myślę, mówię, robię, dokąd idę. Kiedy czytam książkę, on chce wiedzieć co czuję po pierwszym rozdziale. Co mi się nie podobało. Co bym zmieniła. Kiedy płaczę nie próbuje mnie rozśmieszyć. Po prostu jest. Tak samo, gdy jestem smutna. Robi mi herbatę, siada naprzeciw mnie po turecku i wpatruję się we mnie tymi swoimi piwnymi oczami. Polubiłam jego obecność. Stał się częścią tego mojego chaosu w którym żyję.
Wyszłam zza rogu, prawie wpadając na Zayn'a, który teraz stał tyłem i rozmawiał z kimś przez telefon. Nie odezwałam się, ponieważ chciałam podsłuchać jego rozmowę, która być może jest ciekawa.
"Claudia złapała się w pułapkę. Teraz mam ją w garści. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, uda nam się. Bądź spokojna. " – powiedział w pewnym momencie, na co ja się skrzywiłam. Westchnęłam cicho, ruszając, udałam, że przypadkowo na niego wpadłam. Zayn przestraszony odsunął telefon od swojego ucha i spojrzał na mnie. Ciężko do ludzi dziś mieć zaufanie teraz mam znamię bo życie to walka. Szczerych przyjaciół policzę na palcach.
– Em, Zayn. Cześć.
– Claudia? Coś... Się stało? – Przeciągnął, i w dalszym ciągu wyglądał tak, jakby zobaczył ducha. Hm, niezłe powitanie jak na chłopaka, który widzi swoją dziewczynę.
– J-ja, ja, zgubiłam się. Tak, dokładnie. Nie wiem którymi drzwiami mam wyjść, ale... Zobaczyłam ciebie i wiem, że... Muszę iść prosto i pojechać windą. To dzięki. Narazie – wydukałam jąkając się. Chciałam brzmieć jak najbardziej prawdziwie, ale nie wiem czy mi to wyszło. W głowie miałam teraz to, by nie dać po sobie poznać, że celowo podsłuchałam jego rozmowę, dlatego uśmiechnęłam się lekko i wyminęłam go. Malik złapał mnie lekko za nadgarstek, powodując tym samym zwrócenie na siebie uwagi.
– Hej... Dokąd się tak spieszysz? – Spytał, uśmiechając się sztucznie. Schował swój telefon do kieszeni i spojrzał się na mnie. Wywróciłam teatralnie oczami i zatrzepotałam rzęsami.
– Przepraszam, ale jestem umówiona – powiedziałam z entuzjazmem i cicho westchnęłam. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i objął w tali.
– Czy jest coś ważniejszego od własnego chłopaka? – Spytał, a wtedy po raz pierwszy usłyszałam ten sarkazm w jego głosie. Koniuszkiem palca odgarnął pasmo moich blond włosów, po czym pogładził policzek. Zbliżył się do mojej twarzy na kilka centymetrów. Wiedziałam, co miał w planach, dlatego postanowiłam ratować swój tyłek. Położyłam swoją dłoń na jego klatce piersiowej, po czym lekko odpychając się odsunęłam się od niego, przekręcając głowę w bok, kiedy on z miał zamiar mnie pocałować. Ze złości zacisnął zęby i przymknął oczy, a za chwilę uśmiechnął się tajemniczo.
– Jestem już spóźniona. Wybacz – moje kłamstwa nabierają większego sensu. Nie wierzę, z jaką łatwością i lekkością udało mi się go spławić. Yeah. Po raz pierwszy w życiu udało mi się skłamać, nie wzbudzając żadnych podejrzeń w sobie, z którą rozmawiam.
– Nic nie szkodzi – odpowiedział, ujmując moją dłoń. – Widzimy się później?
– Odezwę się – skłamałam, stanęłam na palcach i pocałowałam go w czubek nosa. Odwróciłam się i skierowałam posłusznie do wyjścia.
Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się. Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się. Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy. Życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. Czuję się, taka pusta po tym jak zorientowałam się, jak jestem traktowana przez Zayn'a. W prawdzie boli mnie, że traktuje mnie tak, a nie inaczej. Co ­raz częściej dochodzę do wnios­ku, że seks, podobnie jak narkotyki, jest ucieczką od rzeczywistości, pozwala zapomnieć o kłopotach, odprężyć się. I jak wszys­tkie używ­ki szkodzi i wyniszcza. Mężczyźni trak­tują seks jak za­bawę, kobiety jak mszę. Czyli dla Zayn'a, jestem odskocznią od jego problemów? To, że nie układa mu się w jego zasranym życiu, oznacza, że odreagowuje na mnie? Śmieszy mnie to.
*
Wróciłam autobusem, po czym wkroczyłam na swoją ulicę i zaczęłam iść w kierunku mojego domu. Niewielki kremowy dom, widać było już zza białych i ośnieżonych drzew. W prawdzie jest dopiero po pierwszej połowie grudnia, ale i tak biały puch okrywał większą część ulic, podwórek i domów. Jezdnie i chodniki były ośnieżone. Z łatwością udało otworzyć mi się zaśnieżoną furtkę, kiedy miałam zamiar ją zamykać usłyszałam nawoływanie moim imieniem. Odwróciłam się i ujrzałam zdyszanego Troy'a, który wchodząc na moje podwórko wywinął niezłego orła. Przytkałam usta dłonią tak, żeby nie zobaczył, że się z niego śmiałam. Wstał, i zaczął strzepywać śnieg ze swojego ubrania.
Za chwilę spoważniał i przyglądał mi się dłuższą chwilę. Nie był ani smutny ani wesoły, tylko raczej czymś zaintrygowany.
– Możemy porozmawiać? – Spytał cicho, po czym złapał mnie za rękę i znów spojrzał się na mnie. Troy jest moim przyjacielem od zawsze i odkąd pamiętam, rzadko kiedy bywał przygnębiony. Coś się stało. Coś poważnego.
– Pewnie. Chodź do środka – uśmiechnęłam się, i gestem dłoni wskazałam mój dom. On pośpiesznie złapał mnie za nadgarstek i spojrzał podejrzliwie.
– Wolę porozmawiać tutaj, bo nie mam za dużo czasu – westchnął cicho i kątem oka spojrzał się gdzieś w dal.
– Co się dzieje? Dziwnie się jakoś zachowujesz... Co się stało? – Pytałam jak najęta, bo byłam zmartwiona stanem swojego przyjaciela. Coś tu nie grało. I miałam zamiar dowiedzieć się co.
Chłopak spuścił głowę i zaczął mówić:
– Bo chodzi o to, że...
– Troy! Mów o co chodzi, proszę...
– Niestety nie będę mógł z wami polecieć w Alpy – wyznał niechętnie, a głos z sekundy na sekundę mu się łamał. Było to dla niego trudne, a dla mnie szokujące. Po tej wiadomości nogi się pode mną ugięły. Zmartwiłam się, bo już od dawna planowaliśmy ten przyjacielski wypad w trójkę.
– Mówisz serio?
– A wygląda jakbym żartował? – Westchnął, a jego dłonie opadły wzdłuż talii. Jego głos drżał i łamał się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym słowem.
– Dlaczego nie możesz z nami polecieć?
– Mój ojciec jest teraz w szpitalu. Ma białaczkę i szczerze powiedziawszy... Nie wiem czy z tego wyjdzie. Dlatego musimy odwołać wyjazd, albo polecicie same – wyjaśnił, przeczesując włosy swoją dłonią. – Jesteśmy przyjaciółmi, od dawna jesteśmy z sobą szczerzy i uważałem, że od razu powinnaś o tym wiedzieć – uśmiechnął się nieśmiało.
– Nie martw się. Wszystko się ułoży – zapewniłam go i uśmiechnęłam się lekko. – Ashley wie?
Troy cicho westchnął. Chłopak zgarnął mnie w swoje silne ramiona i zapewnił bezpieczeństwo. Czułam się taka niezależna od nikogo, a z drugiej strony serce mnie kuło jakbym robiła coś niedozwolonego. I złego.
– Ojca przewiozą za kilka dni do kliniki Roas Velvet* w Londynie. Będę chciał tam polecieć razem z mamą... – Powiedział i mocniej mnie objął.
– Może zamiast wyjazdu w Alpy, polecimy wszyscy do Londynu? Ja i Ash będziemy przy tobie i pomożemy ci nie zamartwiać się wszystkim dookoła... A i tak miałam wyprowadzać się do tego pięknego miasta – oznajmiłam mu, po czym odsunął się lekko ode mnie i wpatrywał przez dłuższą chwilę ze zdziwieniem. Fakt, faktem. O tym, że mam zamiar się wyprowadzić do Londynu, też zapomniałam powiedzieć. Ostatnio mam do wszystkiego słabą pamięć, co zaczyna mnie martwić. Cóż. Wyprowadzam się nie ze względu na rodziców, przyjaciół, czy chłopaków. Po prostu zaczęłam studiować w Londynie, przez dwa miesiące mieszkałam w internacie, ale sądzę, że lepszym i wygodniejszym dla mnie pomysłem będzie wyprowadzka. Mam na oku kilka małych mieszkań, a z opłatą nie będzie problemu.
– Chcesz wyjechać?
– Mam taki zamiar. Mieszkając w Londynie będę miała lepsze warunki do nauki. – powiedziałam wyraźnie, poprawiają swoje blond loki. – W końcu Medycyna nie jest łatwa – zaśmiałam się lekko, a on razem ze mną.
– Rozumiem. – stwierdził, i ujął moją prawą dłoń. Zbliżył się do mnie i spojrzał prosto w oczy. Nasze spojrzenia skrzyżowały się, przez co widziałam w dokładności jego ciemne tęczówki. Troy był na prawdę przystojny, i do tej pory się dziwię dlaczego jest sam. Nie stwierdzam tego, bo mi się podoba czy coś w tym stylu, tylko Może czeka na tą odpowiednią? Chciałabym, żeby w końcu znalazł szczęście w miłości. – Obiecaj mi coś Dix, dobrze?
– Obiecam – szepnęłam w jego stronę.
– Jak już będziesz w wielkim świecie, postaraj się o mnie nie zapomnieć, dobrze? – Poprosił łagodnym głosem, gładząc mnie po policzku. Gdybym nie była jego najlepszą przyjaciółką od kilkunastu lat, mogłabym się w nim nawet zakochać.
Przyrzekam ci.
*
Perspektywa Liam’a
W tym samym czasie…

Jechałem samochodem. Aktualnie jestem w drodze do Londynu. A moim celem jest odwiedzenie mieszkania Sophi. Zadecydowałem, że prędzej czy później muszę z nią porozmawiać. I wypadło, że jak najszybciej. Jestem z nią od czterech miesięcy, wydaje mi się, że jesteśmy szczęśliwi. I chyba ją kocham, ale w środku, gdy zostaję sam i rozmyślam, czuję jakiś niedosyt. Kiedy zadzwoniła do mnie Claudia około tydzień temu, wtedy czułem się jak nowo narodzony. Byłem szczęśliwy, że między nami jest wszystko w porządku. A gdy rozmawialiśmy w szpitalu kilka dni temu, poczułem dziwne łaskotanie w okolicy serca kiedy się uśmiechała. Jest między nami tajemnicza i nieznana więź, która będzie trwać jeszcze przez lata. Jednak ja czuję się głupio, kiedy ma bliższy kontakt z jakimś chłopakiem. Cholera! Dix, jest jedną z wielu dziewczyn z którymi udało mi się nawiązać tak dobry kontakt. Świetnie mi się z nią rozmawia, a na wolne chwile spędzone razem nie mogę narzekać.
Co z moją Sophie? Od jakiegoś czasu zaczęła mnie dziwnie denerwować. Sprawdza mnie, kontroluje i jest wrażliwa na moje wypady z chłopakami. Czy tak powinno być? Czy to jest miłość, albo prawdziwy, normalny związek? Zabrania mi spędzania wolnego czasu z przyjaciółmi, bo uważa, że za mało czasu poświęcam jej. Staram się być dostępny dla wszystkich moich bliskich. Powinna zrozumieć mnie, że jestem sławnym piosenkarzem, mam trasy, koncerty, wywiady, nagrania i różnego typu sprawy, i nie będę mógł ciągle przesiadywać w jej domu…
Miłość jest jak tama. Jeśli pozwolisz, aby przez szczelinę sączyła się strużka wody, to w końcu rozsadza ona mury i nadchodzi taka chwila, w której nie zdołasz opanować żywiołu. A kiedy mury runą, miłość zawładnie wszystkim. I nie ma wtedy sensu zastanawiać się, co jest możliwe, a co nie, i czy zdołamy zatrzymać przy sobie ukochaną osobę. Kochać – to utracić panowanie nad sobą. Mówią, że kiedy rodzi się człowiek - z nieba spada dusza i rozpada się na dwie części. Jedna część trafia do kobiety, a druga do mężczyzny. Sens życia polega na odnalezieniu tej drugiej połowy. Połowy swojej własnej duszy. Miłość jest nie tylko pięknym dodatkiem do życia, bywa często przyczyną wewnętrznych starć i wystawiania siły woli na niezliczoną liczbę prób wytrzymałości uczuć między nami samymi. Często zastanawiam się, gdzie tak naprawdę miłość ma swoje miejsce. Mówią się, że w sercu! Czasami to wszystko jest gdzieś poza, może nawet poza samymi nami. Kiedy to uczucie przesłaniają jakieś negatywne emocje, mówię: „Więcej miłości, chcę więcej prawdziwej miłości”.
Zaparkowałem swój samochód na podjeździe przed domem dziewczyny. Wyciągnąłem z kieszeni swoją komórkę i wybrałem numer Sophi.
„Tak?” – Już po trzecim sygnale usłyszałem cichutki głos brunetki.
– Cześć Sophie – przywitałem się grzecznie, choć w środku trząsłem się jak piesek Chihuahua. – Jesteś może w domu? – Spytałem bez entuzjamu.
„Tak. Jeszcze tak, choć zaraz miałam wychodzić…” – Odpowiedziała szorstko, jakby coś przede mną ukrywała. – „Dlaczego pytasz?” – Padło pytanie po drugiej stronie słuchawki.
– Dokąd masz zamiar wyjść? – Postanowiłem z czystej ciekawości, sprawdzić wiarygodność swojej dziewczyny. Od niedawna zaczęła się dziwnie zachowywać, a chłopaki straszyli, że może mnie zdradzać.
Sophia westchnęła ciężko, ale milczała przez chwilkę.
„Umówiłam się na zakupy z Pamelą” – Odpowiedziała po dłuższej chwili, a ja czułem, że mnie okłamała.
– Na pewno wychodzisz z Pamelą?
Zadałem jej proste pytanie, ale ona się zdenerwowała. Zaniepokoił mnie ten fakt, z tego względu, że nigdy dotąd nie słyszałem o żadnej koleżance o podobnym imieniu.
„Tak, wychodzę z Pamelą.” – Stwierdziła. – „Liam? Czy ty mi nie ufasz? Kontrolujesz mnie?” – Sophia podniosła głos. Wiedziałem, że naruszyłem jej nienaganną cierpliwość, ale co poradzić, gdy jestem po prostu ciekawy?
– Eh… – Westchnąłem głośno. – Jestem twoim chłopakiem i zdaje mi się, że to nie problem powiadomić mnie z kim się spotykać. Co teraz robisz? – Mruknąłem do słuchawki.
„Mówiłam ci. Siedzę w domu” – Odpowiedziała z podniesionym głosem.
– Mogę wejść?
„Ale jak to? Podobno jesteś w szpitalu, u Nialla” – Oznajmiła zszokowana.
– Aktualnie jestem pod twoim blokiem. A w twoim mieszkaniu nie pali się żadne światło. Okłamałaś mnie, a ja nie jestem głupi. Powiedz prawdę, Soph. – zarządałem.
Jedno było pewne. Ten związek nie będzie trwał długo.
– „Nie kłam, Li. To nie w twoim stylu, rzucać wszystko dla mnie. Doskonale wiem, że nie mógłbyś tego zrobić.” – Prychnęła do słuchawki.
– Tak się akurat składa, że przyjechałem… Chciałem ci zrobić niespodziankę, ale wyszło tak jak wyszło… Soph, przepraszam. Nie mogę być dłużej z tobą. Z nami koniec – powiedziałem gorzko, nie zważając na zaistniałą sytuację.
„Czy ty ze mną zrywasz?” – Zakpiła. Czułem ten głos, przesiąknięty sarkazmem. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak głupi byłem, gdy nie słuchałem chłopaków. Oni mieli rację.

Zasada numer jeden: Słuchaj się przyjaciół!

– Tak, Soph. Trzymaj się – pożegnałem się i odruchowo wcisnąłem czerwoną słuchawkę. Rzuciłem swój telefon na tylne siedzenie, i z całej siły uderzyłem pięśćmi w kierownicę. Znowu zostałem zdradzony. Dlaczego? Czym sobie zawiniłem, do cholery!?
Można zbłądzić. Można zorientować się też w końcu, że nie istnieje nic takiego jak zaufanie. Kontrola, zranienie, zawiedzenie kogoś? Skoro każdy człowiek popełnia w swoim życiu błędy... Oznacza to, że i każdy człowiek może Cię w tym życiu zawieść. Nigdy nie przewidzisz tego, komu możesz powierzyć swoje życie, plany, tajemnice, siebie czy tego, że to najczęściej najbliższa Twej duszy osoba zawiedzie Cię jako pierwsza. Tylko najbliżsi znają nas na tyle, by przypadkiem czy też nie - ugodzić zawsze w ten najczulszy punkt. Jedna osoba, druga, trzecia, kolejna. Tracisz może nie wiarę w ludzi, bo to zawsze jeszcze w jakimś stopniu pozostaje, ale na pewno zaufanie. Dystansujesz się do wszystkich, pozostawiasz siebie samemu sobie, jesteś zdany tylko na siebie, bo jeśli sam o siebie nie zadbasz to tak naprawdę nikt tego nie zrobi. 'Nie ufasz nikomu, kochasz tylko tych którzy, na to zasłużyli'. Jednak kochając i ufając, nigdy nie ufaj bezgranicznie. Zaufanie bezgraniczne prowadzi do zguby. Ty potrafisz oddać komuś cały świat, ktoś Tobie z pozoru też, może nawet jest o tym przekonany, lecz z biegiem czasu i tak okaże się, że może zranić Cię bardziej niż ktokolwiek inny. A przyjaciele.. przecież przyjaźń przezwycięży wszystko, jest silniejsza niż cokolwiek.. Nie takie bajki wmawiają sobie ludzie na co dzień, jednakże przyjaźń a zaufanie, mimo że idąc w parze, często rozchodzą się swoimi drogami. A prawdą staje się wtedy jedynie powiedzenie, że 'prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie'. A jeśli i to czasem zbiega nam na inny plan, jedynymi osobami, które nigdy nas nie zostawią samych sobie są bliscy, rodzina. Choć jak wiadomo, od wszystkiego są wyjątki od reguły.
Odpaliłem silnik i ruszyłem. Miałem ochotę się rozerwać, napić się, żeby zapomnieć o tym wszystkim choć na chwilę. Wiem, że ucieczka do alkoholu czy czegokolwiek nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale wiem, że będzie mi wtedy lepiej. Po drodze do klubu „GoGo”, zadzwoniłem do starego przyjaciela – Sam’a, z wymówką, że dawno się nie widzieliśmy, ja z wielkim powodzeniem skończyłem trasę i wypadałoby się napić. Oczywiście ten, bez żadnego większego problemu zgodził się. Odkąd pamiętam, jeśli chodzi o wyjście na picie czy na jakąkolwiek imprezę, Sam nie lubi ani nie potrafi odmawiać. W sumie ma rację, tak? To takie niegrzeczne..
Po kilku minutach byłem już na miejscu. Zaparkowałem samochód na podjeździe i wyszedłem na zewnątrz. Z kieszeni wyciągnąłem telefon, i postanowiłem napisać do bliskiej mi osoby.


Nim się obejrzałem na moim wyświetlaczu pojawiła się biała koperta. Odblokowałem ekran, odczytałem wiadomość i w mgnieniu oka odpisałem.


Uśmiechnąłem się do ekranu, zablokowałem klawiaturę i wszedłem do klubu. Wzrokiem odszukałem mojego kumpla, który siedział już przy barze i kokietował barmankę. Zaśmiałem się pod nosem i natychmiast ruszyłem w jego kierunku. Przywitałem się z nim i poprosiłem o dwa mocne Frankensteiny.
*
Perspektywa Claudii

Od zakupów z moją Ash minęły trzy godziny. Wróciłyśmy po dwudziestej. Zwiedziłyśmy kilkadziesiąt dobrych sklepów, ze trzy galerie, nie zapominając o przerwach w Mc’Donaldzie czy Starbuck’sie. Nie wiem skąd nie wiem jak, ale ledwo nadążyłam za tą rudowłosą istotką. Kiedyś poproszę zamiast wypasionego prezentu, napiszę do Świętego Mikołaja z prośbą o normalną i zrównoważoną przyjaciółkę.
Przychodzą momenty, kiedy nawet czasem nie zdając sobie z tego sprawy, popadamy ze skrajności w skrajność. Nie mówię tu o emocjonalnych wahaniach nastrojów, lecz o naszym podejściu do życia, o naszych wyborach i potrzebach. Sami czasem nie mamy świadomości tego, jak szybko toczy się życie, jak mija każdy dzień, miesiąc, rok. Dla jednych każdy z nich jest podobny, dla innych -tak różny, że nie potrafią ogarnąć tego wszystkiego w szczegółach, gdyż dzieje się stale tak dużo… Za dużo? Są okresy, kiedy wiele płaszczyzn naszego życia się zmienia i to często dość widocznie, powiedziałabym nawet - drastycznie. Wiadomo, czasem na lepsze, czasem gorsze, ale odkrywają się przed nami nasze nowe oblicza. Tak. Warto czasem o tym pomyśleć, przeanalizować sytuacje, decyzje, przywołać kilka wspomnień, wyborów, przeżyć. Porozkminiać. Może zdarzyć się tak, że nagle dojdziemy do wniosku, że 'my' teraźniejsi to już nie 'my' z przeszłości, gdyż może kiedyś, niespodziewanie, nastąpił taki moment, wydarzenie, poznaliśmy takich ludzi, miejsca, które coś w nas drgnęły, poruszyły, zaszczepiły jakiś bodziec -zmieniły Nas… Być może gdzieś w tym codziennym biegu, zmieniło się nasze postrzeganie świata, nasze potrzeby, ich hierarchia, jak i hierarchia naszych wartości -mogły one ulec zmianie. Wpływa na to nieskończona ilość bodźców, w każdej minucie naszego życia, nawet, jeśli tego nie zauważamy. Wszystko, co nas otacza w jakiś sposób ma na nas wpływ. To nie jest złe, że człowiek się zmienia. Taka jest kolej rzeczy, taka jest natura, tego właśnie potrzebujemy, tak kształtuje nas rzeczywistość, doświadczenia i ludzie. Musimy nauczyć się z tego czerpać jak najwięcej i brać od życia to, co nam ono daje całymi garściami. Boimy się przyznać przed samymi sobą, że czegoś pragniemy, kryjemy to w sobie, zaprzeczamy samym sobie, że nie chcemy, że tak nam się tylko wydaje, wmawiając sobie, że nie możemy. Kto nam niby nie pozwala, no kto? Jedynym ograniczeniem jesteśmy my sami. Jeśli dzieje się dużo, jeśli coś stale się zmienia… Najwyraźniej tak być musi, to taki okres. Korzystajmy z niego, nie narzekając. Spokojnie, przyjdzie czas, kiedy i rutyna wkradnie się w nasze życie, a większość jego płaszczyzn pozostanie taka sama, bez zmian. Czy to dobre? Może w chwilach potrzeby stabilizacji tak, ale jeszcze zatęsknimy od czasu do czasu za tym, by coś się stało, zmieniło. Człowiek tego potrzebuje, tęskni za tym, odczuwa taką wewnętrzną potrzebę. Choć bardzo często się tego wypiera. Boi się. Przyznajmy się w końcu przed samym sobą o swoich potrzebach, marzeniach, uczuciach, pragnieniach, myślach. Po co ograniczać, tworzyć bariery. Człowiek jest tak skonstruowany, że długo nie wytrzyma czegoś takiego, będzie się gryzł od środka, lub ustawiał swoje myślenie na siłę, ale w końcu pęknie. I oby to nie było dla Niego negatywne. Lepiej rozważnie rozdzielać to wszystko i żyć, aniżeli budować w sobie tak wielkie napięcie i blokady. Ja w ostatnim czasie odkrywam tak wiele, co siedziało we mnie i ukrywało się samo, bądź może i ja ukrywałam to przed samą sobą&? Teraz, gdy pragnienia wyszły na jaw, gdy własne granice i zasady zostały złamane, gdy przyznałam się przed sobą, czego potrzebuję, co czuję, nawet, jeśli jest to sprzeczne z tym jaka byłam kiedyś… Zaczęłam inaczej patrzeć na świat, inaczej funkcjonować. Może nie ma już dawnej mnie, ale to na tą siebie, teraz, muszę zwrócić uwagę, i to ją dalej rozwijać, jej dalej poszerzać horyzonty, spełniać marzenia, nie bać się emocji, nowości. Przyznaję też, że w ostatnim czasie przestałam odczuwać ból psychiczny. Nigdy nie pomyślałabym, że jest to możliwe. Nie wiem, czy jest to odczucie na dany okres czasu, czy na dłużej, czy blokada, czy wyjdzie mi to na dobre czy złe... Nie wiem i niczego w życiu nie można być pewnym na 100%, ale nie przejmuję się tym w tej chwili. Świat otworzył się szerzej niż sobie to wyobrażałam i nie ogarniam go, ale staram się, analizuję, żyję, ryzykuję. Przyznajcie się i Wy przed sobą, postawcie sobie cele, dostrzeżcie to, co dobre, zaryzykujcie. Nie pożałujecie, obiecuję. Do dzieła kochani!
Zaraz po zakupach zaczęłam się pakować. Swoje najpotrzebniejsze rzeczy zaczęłam wrzucać do mojej nowej walizki. Tą starą już dawno wyrzuciłam, ponieważ była za duża, i zepsuta do ostatku przez Louis’a. Pierwszy etap pakowania zajął mi kilkanaście minut, zaś po skończeniu zeszłam na dół. W domu było cicho, a oznaczało to, że rodzice już spali. Postanowiłam zejść do kuchni, by się czegoś napić. Kiedy miałam zamiar otwierać lodówkę, usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Pierwszy sygnał po prostu zignorowałam, ale ten drugi, trzeci, czwarty… Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Moim oczom ukazał się Zayn. Jego obecność tutaj zdziwiła mnie, jak i nieco przestraszyła.
– Zayn? – Bąknęłam, opierając głowę o drzwi. On oparł się o framugę, nonszalancko uśmiechając się do mnie. Zaciągnął się swoim papierosem, wpuścił dym do mojego domu, a peta rzucił po nogi, przyduszając go dużym butem. – Co ty tu robisz? – Jęknęłam zrezygnowana, wywracając oczami. – Mówiłam ci, że się odezwę… Zadzwoniłabym. – skłamałam, zgryzając dolną wargę.
– Nie zadzwoniłaś – wysyczał, robiąc stanowczy krok do przodu, a ja odskoczyłam od drzwi. – Nie cieszysz się z wizyty swojego chłopaka? – Spytał, poruszając brwiami, i oparł się jedną ręką o moje drzwi.
– Chciałeś powiedzieć: byłego chłopaka – usłyszałam trzeci głos, tuż za plecami Mulata. Tuż obok niego, stał nie kto inny jak Harry. Na jego widok, momentalnie się uśmiechnęłam. – Cześć piękna – ponownie usłyszałam czarującą chrypkę Lokisia. Uśmiechnął się szeroko w moją stronę, i puścił mi oczko. Widziałam jak kątem oka Malik śle mi mordercze spojrzenia, a ja ignorując jego całkowicie cały czas spoglądałam na Hazzę. Zabawa dopiero się rozkręca.
Punkt pierwszy: Wzbudzić zazdrość – zaliczone.
Dopiero się rozkręcam, Malik.
Każdy chyba w życiu posiadał człowieka, z którym łączyła go tak cholernie dziwna więź. I nie było to uczucie - absolutnie. Było to coś w rodzaju przywiązania, chęci powiedzenia wszystkiego - było to takie dziwne 'coś' czego nie da się zapomnieć nigdy. Taka więź łączyła mnie z Harry’m. To on był tym jedynym.


- przeczytałaś/łeś - zostaw komentarz :) !


Faith Hope Love - zapraszam!

25 komentarzy:

  1. Omomom.... : 3 super część :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Nie wiem co powiedziec a to jedyne co moge wykrztusic

    @MirrorPlz

    OdpowiedzUsuń
  3. o matko ! rozdział jest cudowny ! zakochałam się<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale długi! Chociaż mi zawsze będzie mało. Wyszedł Ci oczywiście zajebisty. Podobało mi się to, że były różne perspektywy. Co ten Zayn kombinuje. Claudia zrozumiała że Harry to ten jedyny. No i może dobrze. Szkoda mi ojca Troy'a, mam nadzieje, że jednak uda się go wyleczyć, ale dobrze że dziewczyny jadą wspierać chłopaka, bo on tego teraz potrzebuje :) Czekam na następny z niecierpliwością, pozdrawiam Asiek :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny :) Czekam na kolejny
    Agan :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny rozdział <3 Kocham to, że jest napisany z różnych perspektyw, więcej takich niespodzianek! :) Co do samej treści to proszę... niech Liam tylko nie będzie zakochany w Claudii. Kocham ich razem, ale jako przyjaciół albo może nawet BFF, taki zgrany team! Myślałam, że C. zemści się trochę inaczej na Zaynie, ale teraz jestem ciekawa jak to wszystko się potoczy, ale...
    CLAUDIA & HARRY 4EVER <3

    Pozdrawiam i życzę weny, a przy okazji zapraszam na story-of-my-life-baby.blogspot.com :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie za dużo filozoficznych wstawek, które nie są Twojego autorstwa i można je spotkać na prawie każdym blogu z sentencjami. Btw, właśnie przez te wstawki opowiadanie staje się nudne... Ogólnie opowiadanie zapowiadało się o wiele lepiej na początku, było wciagające, miło się czytało. Natomiast teraz z wielkim trudem przebrnęłam do końca, bez żadnej przyjemności. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli opowiadanie jest dla Ciebie nudne, nie czytaj, bo nie musisz :)
      Ciesze się, że jesteś aż tak spostrzegawczą osobą i jako pierwsza to zauważyłaś.
      + Fajnie wiedzieć, ze czytałaś moje opowiadanie :)

      Usuń
    2. Haha, własnie tu jest problem. Za bardzo się przyzwyczaiłam do Twojego opowiadania. Jeśli ograniczysz lub częściowo zrezygnujesz z tych 'filozoficznych wstawek', gwarantuję Ci moją obecność i wparcie do końca tego bloga ;)

      Usuń
    3. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem :) Nie ma problemu :)
      Mam prośbę, pisząc z Anonima, możesz się jakoś podpisywać? ;>

      Usuń
    4. Jasne.
      -S ;)

      Usuń
    5. Jaki piękny podpis XD
      Bez obrazy (:
      ~Zuziak

      Usuń
  8. boże jakie to piękne pisz pisz jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Super bardzo mi sie podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  10. dla Claudii juz chyba kazdy był tym jedynym;)
    ale opowiadanie fajne, czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę o czytanie ze zrozumieniem, wtedy nie będziesz miała żadnych wątpliwości :)

      Usuń
  11. Super opowiadanie <3 Kiedy dodasz następny rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. hej mogłabyś zrobić coś z tekstem np. na czarno???
    bo bolą oczy od tego jasnego

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy