21 października 2013

Rozdział 14

Czy człowiek może dać sobie radę bez tej drugiej osoby? Czy człowiek może normalnie funkcjonować be najważniejszych osób czy osoby w życiu? Czy można przeżyć bez miłości? Przyjaźni? Otóż. Nurtują mnie te pytania od trzech dni. Ponieważ od trzech dni nie wychodzę z pokoju, a gdy wyjdę to tylko po to, by zjeść. Wychodzę jednak rzadko i tak żeby nikogo nie spotkać. Kategorycznie urwałam kontakt z chłopakami. To nic, że płaczę nocami i jest mi cholernie trudno. Jest mi ciężko na duszy, i czuję jakoś wżyna mi nóż prosto w serce. Liam ponoć też nie wychodzi z pokoju. Słyszę jedynie jak chłopaki: Zayn, Harry i Louis się o coś kłócą. Czekam tylko kiedy Niall wyjdzie ze szpitala, a jego stan się poprawi wtedy wrócimy wszyscy do Londynu...Znaczy się - chłopaki wrócą do Londynu, a ja do domu. Wiem, że moje zachowanie podchodzi trochę pod gówniarę z podstawówki, która ucieka tak szybko jak tylko to możliwe, gdy coś się dzieje. Jednak ja jakoś nie potrafię się odnaleźć w życiu. Nie radzę sobie z żadnymi problemami, ponieważ nie potrafię się ogarnąć i funkcjonować normalnie. Nie wiem czy powinnam wybierać któregoś z chłopaków. Nie wiem który z nich jest we mnie naprawdę zakochany. Nie wiem czy są ze mną szczerzy. Nie wiem czy powinnam wyjechać. Być może ten wcześniejszy wyjazd da mnie w kość i w końcu zrozumiem kto jest dla mnie ważny i odpowiedni. Może zrozumiem czym jest prawdziwa miłość...
*
Jak zwykle leżałam na łóżku rodziców Liama. Megan i tak nie ma już w tym domu, ale stwierdziłam, że nie będę opuszczała tego pokoju bo i tak się już do niego przywiązałam. Zaklimatyzowałam się tutaj i żal mi go opuszczać. Zeszłam ostrożnie na dół chcąc wziąć coś do picia. Gdy już znajdowałam się w kuchni od razu napiłam się soku jabłkowego, który stał obok lodówki. Wtedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu, dlatego szybko schowałam się w przedsionku. Zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie.
- Co ty kurwa zrobiłeś? - krzyknął chłopak i od razu rozpoznałam jego głos: to Louis, a wtedy wyjrzałam ostrożnie i ujrzałam również Zayna.
Cofnęłam się na bezpieczną odległość, aby nie zorientowali się, że ich podsłuchuję.
- To co słyszałeś! Byłem na imprezie, była tam też Pezz - te straszne słowa wydobyły się z ust Mulata.
- I? - spytał spokojnie Lou, tak jakby go to w ogóle nie obchodziło. Do czasu.
- Przespałem się z nią... - jęknął Malik. - Nie wiem jak to się stało - dodał po chwili drapiąc się nerwowo po głowie.
Czy ja dobrze usłyszałam? Zayn przespał się z Perrie na imprezie, gdzie ta podobno jest lesbijką? Co jest do licha!?
- Co kurwa robisz to pierwszy raz i nie wiesz jak to się robi?! - wtedy Louis przywarł swojego kolegę do ściany i wiedziałam, że kipił złością. Louis lubił wybuchać niekontrolowaną agresją, ale nie sądziłam, że aż tak. - Powiem Ci, że normalnie i szybko! Gnojku a co teraz powiesz Claudii? Zaświecisz oczkami i udasz, że nic się nie stało, a Perrie nadal jest lesbiką, hę? Takie ściemy to nie u nas, Zayn. Zastanów się nad sobą, kurwa! - Tym razem to Zayn otrząsnął się i odepchnął Louisa tak, że brunet zrobił fikołka przez kanapę.
Niebieskooki wstał i złowrogim spojrzeniem oblał swoje przyjaciela. Co tu się dzieje, ja się pytam!?Po moich bladych policzkach spłynęło kilka łez. Otarłam je rękawem od sweterka i weszłam do salonu. Malik patrzył na mnie i ciężko oddychał. Nie mówił natomiast nic, bo jak mniemam zorientował się, że wszystko słyszałam. Ocean łez wypełnił moje oczy. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak zacząć.
- I pomyśleć, że to właśnie z Tobą chciałam być... - przełknęłam ślinę i zalałam się łzami. Mulat otworzył usta i chciał coś powiedzieć, jednak szybko go wyprzedziłam.
- Claudio, to nie jest tak jak myślisz...
- Nie tak jak myślę, a jak?! Jutro wylatuję, ot co! - bąknęłam i pędem pobiegłam na górę. Słyszałam tylko trzask wejściowych drzwi. I słusznie.
*
29.07.2013
Ten sam dzień, wieczór.
Siedziałam na bujanym fotelu i nerwowo stukałam palcami. Byłam strasznie poddenerwowana całą tą sytuacją. Nie mogłam się skupić na jednej rzeczy. Wiedziałam, że Niall wrócił już do domu, ale jakoś nie miałam odwagi zejść na dół i go należycie powitać. Nie mogłam przecież udawać szczęśliwej, podczas gdy wszystko mi się zawaliło. Oczywiście, rzecz jasna... Jak już musi się psuć, to wszystko jednocześnie. Moment! Nie miejcie mnie za egoistkę, która nie cieszy się z powrotu i wyjścia ze szpitala swojego kuzyna, tylko... Tylko nie chcę, żeby Niall był przez to przygnębiony. Nie chcę psuć mu humoru przez moje problemy. Jestem prawie dorosła i sądzę, że tym razem sobie poradzę. Byłam, w pełni świadoma tego, w co się pakuje. Wiedziałam, że nie będzie trwało wiecznie i pewnego dnia się zakończy. Było pewne dla mnie to, że wyleje przez niego morze łez i będę musiała walczyć z jego wrednym i silnym charakterem. I co z tego, że ryczę po nocach w poduszkę, co z tego, że myślę o różnych rzeczach, co z tego, skoro nikt o tym nie wie i nigdy się nie dowie, bo na zewnątrz jestem całkiem normalną i szczęśliwą dziewczyną wkraczająca w życie? Doskonale wiedziałam o tym wszystkim a mimo to i tak brnęłam dalej w tę znajomość. Z każdym dotykiem z każdą  chwilą, wiadomością, spotkaniem...Wciągałam się w to coraz bardziej. Zaciskałam pięści i powtarzałam sobie, że dam radę otrząsnąć się po końcu tego wszystkiego... I prysło, tak nagle tak jak przewidywałam wcześniej. Nie byłby tak strasznie gdyby nie serce... Serce któremu nie powiedziałam wcześniej, aby się nie zakochiwało, które cierpi bardzo... Jak nigdy... Ogromne pokłady żalu, bo przecież zdecydowałam się na to sama. Przecież na samym początku zagwarantowałam sobie ból, który odczuwam tak bardzo - na końcu. Nie myślałam, że tak łatwo i szybko to się zakończy. Przecież ja też mam uczucia...
Po kilku minionych chwilach postanowiłam się spakować. Okazało się, że jutro przed południem mam lot do Dublina. O moim wyjeździe wiedzą nieliczni, ale wkrótce dowie się i reszta. Podeszłam do łóżka i spod niego wyciągnęła swoją jakże ukochaną, dużą i przeklęcie ciężką walizkę. Rączka od niej została w miarę naprawiona i bynajmniej jest funkcjonalna. Powkładałam tam wszystkie rzeczy, które zabrałam tu ze sobą. Spakowałam kosmetyczkę i rożnego typu pierdoły. Zeszłam na dół i zastałam chłopaków siedzących w salonie. Byli w dobrych nastrojach i wskazywało na to, że zapomnieli o tym co się działo, a żyją tym co jest teraz. Siedzieli wszyscy i cieszyli się powrotem Nialla.
- Cześć chłopaki - przywitałam się ciepłym głosem opierając się o framugę drzwi.
Blondyn wstał z krzesła i zaczął iść w moim kierunku z szeroko otwartymi ramionami. Uśmiechnęliśmy się do siebie i już za chwilę tkwiliśmy w przyjaznym uścisku.
- Cześć piękna - zgryzłam wargę wtulając się w kolorowy tors swojego kuzyna.
Odsunęłam go lekko od siebie i spojrzałam się na chłopaków.
- Chodź do nas, mamy tyle do nadrobienia... - złapał mnie za nadgarstek i z uśmiechem chciał zaprosić do reszty towarzystwa.
- Niall, poczekaj - szepnęłam, a on się zatrzymał. - Właściwie to przyszłam się z Wami pożegnać i powiedzieć, że jutro mam samolot - zawiadomiłam ich.
Wydawało mi się, że chłopaki nie wzięli zbyt poważnie moich słów, dlatego wszyscy się uśmiechali.
- Tak, wiem. Jutro przecież lecimy do Londynu - wtrącił się Lou, który wygodnie rozłożył się na czerwonej sofie.
- Nie, Lou. Wy nic nie rozumiecie. To Wy lecicie do Londynu, nie ja. Ja wracam do Dublina - oznajmiłam spokojnie, a oni tak jakby zamarli w bezruchu.
Czy ja powiedziałam coś do nich w innym języku, niż angielski?
- Przepraszam - wyszeptałam z zamiarem opuszczenia aktualnego pomieszczenia.
Prawdopodobnie Niall złapał mnie za nadgarstek, odwróciłam się i napotkałam się z pustym spojrzeniem kuzyna. W jego oczach przez chwilę przebrnęły iskierki złości, a już za chwilę wzrok złagodniał.
- Zostawcie nas samych - zażądał, a chłopaki jak potulne baranki się go posłuchali.
Blondyn był bardzo stanowczy, że aż przerażający. Usiadłam bez słowa na czerwonej sofie i byłam bliska płaczu. Wiedziałam, że Niall spyta mnie o to, dlaczego chcę wrócić do domu. Nie chciałam znów się powtarzać. Nie chciałam czuć znów tego bólu, przez który tak bardzo cierpiałam.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - wychrypiał ciężkim głosem blondyn.
Westchnęłam cicho wypuszczając powietrze z płuc z niewielkim świstem. Zamrugałam kilkakrotnie i położyłam dłonie na swoich udach.
- Wyjeżdżam, wiesz ? - z trudem te słowa przeszły mi przez gardło.
Niall wtedy kipił złością, ale za wszelką cenę próbował to ukryć. Był dziwnie spokojny, ale za to ciężko oddychał.
- Co ty przepraszam robisz? Wyjeżdżasz?
- Tak. Niall, postaraj się mnie zrozumieć. Ja muszę wyjechać. Przepraszam - wychrypiałam i ostatkami powstrzymałam łzy.
Czułam się podle, ale wiedziałam, że muszę tak postępować. Momentami nie wytrzymuję, łzy stają się codziennością ukrywaną pod wymuszonym uśmiechem, tylko po to by nikt nie pytał co się dzieje. Choć czasem tak idealnie udaję szczęśliwą dziewczynę, dla której życie jest czymś cudownym, to z dnia na dzień kruszę się coraz bardziej, może niepotrzebnie bo przecież, mam wszystko co najważniejsze, ale zrozumcie, brakuje mi oddechu. Tak, oddechu, tego co najważniejsze. Życie składa się z mówienia dzień dobry ludziom, których nie lubimy i do widzenia ludziom, których kochamy. Kto nie ma odwagi starać się o własne szczęście, tym samym udowadnia, że tego szczęścia nie jest wart.
Jestem egoistką. Wiem o tym. Bo czasem trzeba się uśmiechnąć. Tak mimo wszystko, spróbować na nowo żyć. Przestać żyć w klatce zbudowanej z mieszanki wspomnień i niespełnionych marzeń. Dać z siebie wszystko. Dla siebie i tych, którzy naszego uśmiechu są warci. Boję się pamiętać, a jednocześnie nie chcę zapomnieć, bo wiem, że to mogą być najpiękniejsze wspomnienia. Cudowne chwile, które i tak były zbyt krótkie. chciałabym jeszcze, choć raz móc się nimi delektować na żywo, a nie maltretując umysł przywoływaniem kolejnych obrazów i scen. Wszyscy na około mówią o szczęściu, jakiego zaznali mając przy sobie właściwą osobę, tą na której zależy im najbardziej. Cieszę się, że nareszcie zaczęło im się układać, a jednocześnie zazdroszczę.. Zazdroszczę im, że mają kogoś kto je kocha... Kogoś na kim mogą polegać i tego poczucia , że są dla kogoś ważne.. Widzę jakie są szczęśliwe i radosne... Kiedyś też taka byłam.. Byłam dopóki nie odszedłeś, dopóki nie zostawiłeś mnie samej z tymi wszystkimi wspomnieniami, problemami i z tą jebaną pustką w sercu...
Usłyszałam ciche pukanie do machoniowych drzwi. Otworzyłam je z niewielkim skrzypnięciem, uniosłam lekko głowę i ujrzał ciemną czuprynę. Louis. Serce gwałtownie zabiło mocniej, a strach przeszywał mój kręgosłup.
- Przejdziemy się? - odezwał się.
I tylko przez chwilę na mnie spojrzał. Wyminęłam go i zamknęłam drzwi na klucz, gdzie potem wsunęłam kluczyk do wewnętrznej kieszeni pamiętając o złożonej obietnicy Liamowi. Uśmiechnęłam się do niego przelotnie po czym oboje zeszliśmy po schodach. Wsunęłam na nogi swoje czarne baleryny i złapałam za klamkę, ale zawahałam się, gdyż usłyszałam głos chłopaka.
- Weź coś z sobą. Później może być chłodno, nie chcę żebyś zmarzła - zaapelował ze stoickim spokojem.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie i pokiwałam przecząco głową.
- Wytrzymam - oznajmiłam i już za chwilę znaleźliśmy się poza domem.
Z tego co pamiętam zegar wskazywał godzinę osiemnastą, a że jest lato to i na zewnątrz jest ciepłe powietrze. Wsunęłam swoje dłonie do kieszeni moich spodenek i cicho westchnęłam. Oboje milczeliśmy, ale szliśmy przed siebie. Otaczała nas głucha cisza. Po kilkunastu minutach letniego spaceru znaleźliśmy się na plaży, która była oddalona o pół kilometra od domku rodziców Liama. Plaża była pusta, a morze dziwnie spokojne. Przechadzaliśmy się wzdłuż plaży rozkoszując się ciszą, aż w końcu Louis raczył się odezwać.
- Czyli Ty i Zayn to już przeszłość? - spytał poprawiając swoje włosy.
Zwolniliśmy swoje tempo i niewielkimi kroczkami przemierzaliśmy plażę.
- Nie byliśmy w ogóle razem, widać nie było nam to dane. Lecz po tym co usłyszałam, nie widzę szans na cokolwiek - wychrypiałam.
Głos mi zadrżał, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Przeszedł mnie lekki dreszcz po plecach w wyniku czego moje ciało zatrzęsło się. Chciałam ukryć ten fakt, jednak to nie uszło uwadze Louisa.
- Jest ci zimno? - spytał troskliwie podchodząc do mnie.
Zaprzeczyłam, choć wiedziałam, że jest to kłamstwem. Nie chciałam przyznawać się do tego, że miał on rację. Stanął naprzeciw mnie a ja ręce założyłam wysoko na piersi. Wtedy dopiero dostrzegłam jak bardzo wysoki jest chłopak.
- Trudno czekać na coś co wiesz, że może nigdy nie nastąpić. Ale jeszcze trudniej zrezygnować, gdy wiesz, że to wszystko czego pragniesz.
 Louis zdjął z siebie dresową bluzę i zarzucił mi ją na plecy pocierając energicznie moje ramiona.
- Nie możesz w nic wierzyć. Teraz nic się nie liczy - uśmiechnęłam się zachęcająco, a on krótko skinął głową.
- Więc daj mi coś w co mogę uwierzyć, bo żyję tylko dlatego, że oddycham, a potrzebuję czegoś więcej by to oddychanie miało jakiś sens - słowa Louiego wydawały się być szczere.
Przez ten cały bałagan zrozumiałam, że to z nim jestem w jak najlepszych stosunkach. Uśmiechnęłam się sztucznie, a chłopak złapał mój podbródek i kazał spojrzeć sobie w oczy. I mimo, że było szarawo to jego błękitne oczy były tak błękitne jak ta woda obok nas.
- Któregoś dnia spotkasz kogoś wyjątkowego, kogoś, kto rzuci cię na kolana jednym uśmiechem. Kogoś, kto zniewoli twoją duszę jednym spojrzeniem pięknych oczu. Nagle kula ziemska przechyli się na swojej osi i wskaże właśnie na nią. I będziesz wiedział że spotkałeś swoje przeznaczenie - wychrypiałam i zaczęłam bacznie obserwować twarz Louiego.
Chłopak spojrzał się w dal i dość nerwowym gestem zgryzł dolną wargę. Był sfrustrowany tym wszystkim. Nie chciał tego usłyszeć. Doskonale oboje o tym wiedzieliśmy. Ugh. Co ze mnie za przyjaciółka!?
- A co jeśli moje przeznaczenie jest tuż obok?
Zmroziło mnie. Zatkało. I wszystko w jednym.
- I sama nie wiem czego chciałabym bardziej. Tego, żeby to się inaczej skończyło, czy tego, żeby to się w ogóle nie zaczynało? - spytałam, a odpowiedziała mi głucha cisza.
Widziałam jak Tommo uśmiecha się. Jest to nikły uśmiech, ale jednak widoczny.
- Co by było gdyby...?
(...)
Mocne fale morze raptownie uderzyły o brzeg. Zrobił się niesamowity szum. Kilkaset metrów dalej na plażę padało światło z latarni morskiej, do której od dawna nikt nie zaglądał. Po raz wtórny krzyczałam i protestowałam, że nie wejdę dalej niż za łydki. Louis był na tyle uparty, że chciał mnie wciągnąć siłą do morze, ale wtedy wpadałam w histerię. Chłopak nagle zdjął buty i koszulkę, następnie wyciągnął swoją dłoń w moim kierunku i uśmiechnął się. Znacznie zaprotestowałam cytując mu regułkę o tym, że nie wejdę do wody, ponieważ się panicznie się jej boję i nie potrafię pływać.
- Nauczę cię pływać - zaapelował energicznym głosem pełnym entuzjazmu, a ja znów mu odmówiłam. Nie lubię tego robić, ale dochodzę do wniosku, że czasem trzeba powiedzieć sobie: nie.
- Boję się, Louis - wtedy chłopak złapał mnie za nadgarstek i stanął naprzeciw mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Obiecuję, że cały czas będę cię trzymał i nie puszczę. Zaufaj mi, to zagwarantuje ci, że nic się nie stanie.
Zrzuciłam z siebie jego ciepłą bluzę na piasek, zdjęłam spodenki i pozostałam w samej koszulce. Louis uśmiechnął się i wziął mnie na ręce, kolejno zaczął wolno iść w stronę wody. Przyznam, że się bałam. I to okropnie. Zacisnęłam zęby i zamknęłam oczy, a swoje dłonie miałam mocno zaciśnięte na karku chłopaka. A do tego jeszcze te duże dłonie Tomlinsona obejmujące moje ciało, które mnie tak bardzo krępowały. Wtedy poczułam jak zimna woda obija się o moje stopy. Chłodne powietrze okryło moje ciało w wyniku czego dostałam gęsiej skórki.
- Otwórz oczy - nakazał, a ja posłusznie wykonałam jego polecenie.
Nim się zorientowałam stałam już w wodzie. Kiedy poczułam jak fale obijają się o moje ciało pisnęłam i spowrotem znalazłam się w ramionach chłopaka. On tylko się zaśmiał i uczynił, bym znów poczuła zimne powietrze i chłodnawą wodę obijającą się o moje ciało. Louis złapał mnie za biodra i poprowadził głębiej. Za moment woda sięgała mi do kolan, minęło kilka sekund, a ja stałam już po pas w wodzie. Było mi coraz zimniej i zimnej. Czułam tą lodowatą wodę w środku, w sobie. To było przerażająco chore. Czy ten chłopak do reszty zdurniał!?
- Boję się, Loui - szepnęłam, i poczułam jak z oka spływa mi pojedyńcza łza. Chłopak oplótł dłonie wokół mojej tali i pocałował w czubek głowy.
- Jestem przy Tobie, Di. I już zawsze będę. Obiecuję - szepnął mi tuż nad głową.
Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, jak doskonałym przyjacielem stał się właśnie Louis. Dzięki niemu ostatnie chwile tutaj będę wspominała mile.
- Wiem, że teraz się uśmiechasz, ale ja robię to samo. Bo to ty jesteś powodem moich uśmiechów - powiedział i wtedy już stał przede mną.
- Nauczysz mnie pływać?
Louis William Tomlinson skinął głową i wyciągnął swoją dłoń.
Minęło sporo czasu zanim załapałam technikę najprostszego pływania. Louis, tak jak obiecał ani przez chwilę nie wypuścił mnie z rąk. A gdy przypadkiem mu się wyślizgnęłam od razu interweniował. Wiedziałam, że bardzo zależało mu na tym, abym nauczyła się pływać i pokonała swój lęk przed wodą. W prawdzie teraz wiem, że to nic strasznego. I to właśnie Louiemu zawdzięczam to, że już się nie boję wody. Chłopak dotykał i widział moje pół-nagie ciało w całej okazałości już nie po raz pierwszy. Sprawnie wykorzystywał to, że mógł łapać mnie za pośladki czy gdzie kolwiek indziej. Podobało mu się to. I mnie również. A za nic w świecie nie chciałam przerywać mu tego szczęścia. Brunet był tuż przy mnie, powiedziawszy, że aż za blisko. Dłońmi błądził po moim ciele i wpatrywał się prosto w oczy. Uśmiechał się do mnie, gdzie jego promienny uśmiech zarażał i mnie. Złapał w dłonie moją małą twarz i krok po kroku zbliżał się do mnie. Bałam się jego kolejnego ruchu, dlatego postanowiłam natychmiast go ocucić. Pchnęłam go lekko tak, że upadł do wody śmiejąc się głośno.
- Prawie cię nabrałem - Louis znów się zaśmiał, ledwo łapią powietrze. - Gdybyś widziała swoją minę, to było wprost bezcenne - powiedział i zaczęliśmy chlapać się wodą.
- Chciałeś mnie pocałować - wydusiłam w jego stronę, i zaśmiałam się razem z nim.
- Chciałem cię nabrać.
- Pocałować, przyznaj, Loui.
- I tak dałaś się nabrać - oznajmił i zaśmiał się dźwięcznie.
Przyjaźń jest niewątpliwie najskuteczniejszym lekiem na cierpienia zawiedzonej miłości.
Przyznam, że ten czas z Louim spędziłam bardzo miło. Nie żałuję, że dałam wyciągnąć się z domu. Dzięki niemu nie siedziałam załamana i przestałam choć przez chwilę myśleć o złych rzeczach. Cieszyłam się i żyłam tylko tym co jest tu i teraz. Teraźniejszość. Ona w życiu człowieka jest najważniejsza. Bawiliśmy i śmialiśmy się w najlepsze. Już dawno nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak miło spędziłam czas. Aż w końcu nadszedł ten moment, kiedy zaczęło robić nam się zimno i postanowiliśmy wyjść z wody i wracać do domu. Abym nie zmarzła Louis kazał włożyć swoją bluzę. I tak powędrowaliśmy do domu państwa Payne rozmawiając całą drogę. Gdy już znaleźliśmy się w domu było doprawdy cicho i spokojnie. No tak. Louis wspomniał, że chłopaki wybrali się na imprezę. Wprost cudownie. Pieprzeni egoiści! Jutro wyjeżdżam, a oni bawią się w najlepsze. Super. Świetnie. Zajebiście. Ja im pokażę. Ugh!
- Jest dopiero dwudziesta pierwsza, idziemy się odświeżyć i posiedzimy jeszcze trochę w salonie? Rozpalę kominek - zawiadomił mnie chłopak, a ja z uśmiechem na ustach zgodziłam się.
 Chwile są ulotne. Tak samo szczęśliwe jak i te, które przynoszą smutek. Jednak obydwie trzeba doceniać. One nas uczą jakich błędów nie popełniać. Są wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju. Pamiętaj, że zawsze może być lepiej lub gorzej...
- Wolałabym już się położyć - skinął głową i pocałował mnie w policzek.
I już w zasadzie mieliśmy wchodzić po schodach, kiedy to nieoczekiwanie przed nami wyrósł Zayn ni stąd ni z owąd. Był zły, nabuzowany i aż kipił złością. Przestraszyłam się, bo wiedziałam, że pojawienie się chłopaka tak nagle nie wróży nic dobrego. Zgryzłam dolną wargę i spod byka spojrzałam na Mulata.
- Zostawię was samych - powiedział brunet.
I gdybym mogła rzuciłabym się na niego z pięściami. To były najgorsze słowa jak i zarazem czyny jakie mógł zrobić ten głupek. Mówiłam mu. Wiedział, że między mną, a Zaynem to definitywny koniec, a on jak na złość robi mi pod górkę.
Przeklęty!
- Gdzie byłaś? - padło pytanie z ust Malika.
Jego głos był czarujący i lekko zachrypnięty co tylko nadawało uroku całokształtowi. Był zazdrosny. I wściekły. Widziałam to w jego oczach.
- Ciebie to chyba najmniej powinno obchodzić - syknęłam przez zęby.
Chłopak zbliżył się do mnie na tyle blisko, bym mogła poczuć jego aromatyczny zapach perfum mieszający się z dymem nikotynowym. Przerażające, odrzucające a zarazem nieźle pociągające. Ugh!
Claudia, nie możesz o nim myśleć. Zacisnęłam zęby kiedy to zostałam lekko pchnięta na ścianę w wyniku czego boleśnie o nią uderzyłam.
- Nadal mnie obchodzi. Martwię się o ciebie, Claudia - wysyczał mi prosto do ust.
Kolejno spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął się chytrze. Ten jego błysk w oku nie wróżył nic dobrego. Zayn był tylko czasem nieobliczalny, wulgarny, brutalny, arogancki, wybuchowy, nachalny i lekko chamski. To nic w porównaniu do jego seksapilu i pociągającego wyglądu. I pomyśleć w jakim to człowieku się zadurzyłam...
- Nie musisz. Nic nie musisz - powiedziałam pół-szeptem, gdyż momentalnie pod wpływem jego dotyku rozpłynęłam się i stałam się nagle tak krucha i delikatna.
Przy Zaynie byłam słaba. Jego obecność sprawiała, że robiłam to, co on niekiedy chciał. Może tak było, ponieważ bałam się go? I nie potrafiłam mu się postawić. Owszem. Potrafię mu się postawić, ale tylko wtedy gdy jesteśmy z sobą na dystans, jednak czasem gdy jesteśmy z sobą blisko... Nie potrafię. Jestem zwykłym tchórzem.
- Co się z nami stało? - spytał z nutką entuzjazmu w głosie. Choć i tak wiedziałam, że to idiotyczne pytanie na które i tak odpowiedź znamy oboje.
- Zdradziłeś mnie. To się stało - i już miałam zamiar odejść od niego, ale on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie siłą. To bolało. Cholernie. Bardziej niż świadomość tego, że mnie skrzywdził.
- Porozmawiajmy - bąknął patrząc mi bezpośrednio w oczy.
I założę się, że z sekundy na sekundy złość w nim narastała. Był zły. Ale na kogo? Bo chyba nie na mnie.
- Nie mam o czym z tobą rozmawiać, Zayn - odpowiedziałam szczerze, a jemu aż mina zrzędła.
- Claudia, proszę...
Chłopak chciał jednoznacznie ująć mój podbródek, jednak ja wyprzedzając, odepchnęłam go od siebie.
- Zabieraj ode mnie te brudne łapska, bo nie wiem gdzie je wcześniej trzymałeś - warknęłam w jego stronę, mało co nie plując mu w twarz.
Malik pchnął mnie swoim ciałem na pobliską ścianę w wyniku czego głośno syknęłam z bólu mrużąc oczy. Znów go odepchnęłam, ale tym razem włożyłam w to więcej siły. Podeszłam bliżej niego i z kolanka uderzyłam go w kroczę, w wyniku czego on upadł na kolana jęcząc z bólu.
- Przegięłaś.
- Tylko ostrzegałam. Miłej zabawy, Malik.
Zostawiłam go samego, a ja odeszłam z wielkim uśmiechem na ustach. Byłam z siebie dumna. I to ogromnie. Postawiłam się mu. Udało mi się dogryźć Panu Malikowi. Punkt dla mnie! Bum!
Weszłam do pokoju by zabrać swoje rzeczy, wzięłam długą i odprężającą kąpiel. Owinęłam się w pluszowy szlafroczek i usiadłam w salonie przy rozpalonym już kominku. Chwile, które spędziłam, a dokładnie miesiąc to najwspanialsze chwile jakie mogłyby istnieć. Owszem. Chciałabym zostać, ale podjęłam już decyzję. Ostatecznie wyjeżdżam. Po kilku minutach dołączył do mnie Louis z butelką szampana i dwoma kieliszkami. Resztę wieczoru spędziliśmy rozmawiając i śmiejąc się. Tommo to dobry przyjaciel i z pewnością świetny kandydant na chłopaka. Taki przyjaciel to prawdziwy skarb.


przeczytałeś/łaś, zostaw komentarz.

9 komentarzy:

  1. ale.. lubię smutne zakończenia :) nie wiem czy mogę to takim nazwać bo przecież jest jeszcze rozdział 15, ale poczekamy, zobaczymy.
    niesamowicie opisujesz emocje bohaterów. oby tak dalej! :) świetny rozdział. pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ommm. D
    Jak Zań mógł :(
    No cóż zawsze dzieje się coś czego się nie spodziewamy :-)
    Rozdział świetny !
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no!
    Tego się nie spodziewałam : )
    Teraz to już nie wiem. Perrie serio była lesbijką czy nie? :0
    Świetny rozdział! Jak zwykle długi i te twoje opisy. Jezusie *.*
    Kocham te opisy, która tak świetnie komponujesz w całokształt :>
    Szczerze mówią to nie mogę się już doczekać 15 rozdziału i mam nadzieję, że napiszesz 2 część bo jak nie, to mi cie żal :))
    Pozdrawiam i życzę weny xx
    Aha, no i Louis <3 Mamo *.* Przez ciebie go pokochałam <3 Słodziak! Kibicuję mu i Di xx

    OdpowiedzUsuń
  4. nie spodziewalam sie tego:o swietny pomysl ! czekam na dalsze losy ;** swietnie piszesz <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest świetny :) Ciekawa jestem z kim tak naprawdę ona będzie, a może nie będzie z żadnym z nich? To mnie najbardziej ciekawi. Czekam na następny rozdział ♥
    Agan :*

    OdpowiedzUsuń
  6. To z kim ona bd? I czy wyjedzie?

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy