17 lipca 2013

Rozdział 1

Nerwowo zaciskałam palce na swoim białym I-Phonie. Na lotnisku siedziałam od dobrych piętnastu minut, a Nialla dalej nie było... Zmartwiłam się, bo nawet mnie nie uprzedził. Nie zadzownił. Denerwowałam się. I to strasznie. Nie znam przecież tego miasta. I gdy tylko zobaczę swojego kuzyna, odpowiednio się z nim rozprawię. Przysięgam. Oddychałam głęboko i raz jeszcze dla upewnienia się rozejrzałam się po dużym lotnisku. Doczekałam się. W końcu ujrzałam blond czuprynę, uśmiechnięty, wysoki chłopak ze słonecznymi okularami, który szedł w moim kierunku. Gdy tylko mnie dostrzegł od razu przyspieszył kroku. Wstałam i pobiegłam prosto w ramiona chłopaka. Objął mnie mocno i czule ucałował w policzek. Tak bardzo mi go brakowało...cieszę się, że mam go już tuż obok siebie. Tak blisko...
– Przepraszam że się spóźniłem, lecz nie mogłem wcześniej się wyrwać. Wiesz, wywiady i te sprawy..
Wyszeptał prosto w moje włosy, a w dalszym ciągu jego silne ramiona otulały mocno moje drobne ciało.
– Mała, nie wiesz jak mi ciebie brakowało..
Uniosłam głowę, a Niall uśmiechnął się i wtedy zobaczyłam jego kolorowe gumki na aparacie. Nie lubiłam gdy mówią na mnie "mała", ale on mówił to w taki sposób, że mu pozwalałam. Zanim stał się sławny widywaliśmy się codziennie, spędzaliśmy razem mnóstwo czasu i rozumieliśmy się nawet bez słów. Potrafił wysłuchać mnie i pomóc. Jest świetnym słuchaczem i dobrym przyjacielem. Blondyn dostrzegł spływającą woń po moim policzku, natychmiast jednym ruchem otarł ją.
– Hej, co się dzieje? Nie płacz.. – pocieszył mnie, żebym się uśmiechnęła.
Więc jednak zaczął nosić ten przeklęty aparat, którego szczerze nienawidzi.
– To ze szczęścia, że w końcu mogę cię zobaczyć. Nie widzieliśmy się prawie trzy lata, wiesz jak za tobą tęskniłam, głupku?
Wtuliłam się w jego niebieski tors, a on leciutko się zaśmiał. Skinął głową i ponownie się uśmiechnął. Zabrał moje walizki i wyszliśmy z lotniska, kierując się prosto do jego białego Audi.
Nie minęła chwila, a już wygodnie siedziałam w miękkim fotelu. Audi. Przyznam, mój kuzyn ma gust. Od zawsze go miał, tylko jakoś nie zwracałam na to większej uwagi. Niall zwrócił mi uwagę, żebym dokładnie zamknęła drzwi i zapięła pas dla własnego bezpieczeństwa. Posłuchałam go i szeroko się do niego uśmiechnęłam.
– Wypiękniałaś, wiesz? - napomniał zerkając w moim kierunku, gdzie zaraz potem przeniósł wzrok na jezdnię. – Chłopaki nieźle się zdziwią - zaśmiał się pod nosem, a ja spiorunowałam go wzrokiem. Jestem ciekawa co miał na myśli...
– Założę się, że dawno zapomnieli o moim istnieniu i o tym jak wyglądam... - posmutniałam na samą myśl o Harrym.
Pamiętam, że to właśnie jego lubiłam najbardziej. Od zawsze mi się podobał, lecz nigdy nie przypadłam mu do gustu. Skąd to wiem? Znam się na ludziach, pozatym jestem jeszcze tą gówniarą. Prychnęłam pod nosem, a Niall złapał mnie za kolano i uśmiechnął się pytająco. Pokiwałam głową i wywróciłam teatralnie oczami.
– Co u nich słychać, bardzo się zmienili? - Horan milczał i strasznie spoważniał.
Westchnął ciężko i normalnie bałabym się go, jednak znałam go na wylot i wiedziałam, że gryzie go coś o czym nie chce mi powiedzieć.
– Tak - wycedził zaciskając ręce na kierownicy, zaraz potem poluźnił uścisk spoglądając w lusterko. Przełknął ślinę i spojrzał na mnie.  – Są singlami, ale musisz być naprawdę ostrożna. Zayn miewa ostatnio wahania nastroju i różne, głupie pomysły przychodzą mu do głowy. Na Harry'ego nie licz, dziwnie się zachowuje gdy powiedziałem, że przyjeżdżasz...Lou, nikt nie wie o co mu chodzi. Liam bardzo się ucieszył na wieść o twoim przyjeździe i nie zgłaszał słowa sprzeciwu - spojrzał na mnie i westchnął ciężko. Żal mi go...musi znościć humorki i zmiany chłopaków.
– Czyli jeżeli któryś z nich się do mnie nie odezwie, ja nie mogę wykazywać większej inicjatywy ? - Niall skinął głową i smutnym spojrzeniem spojrzał się na mnie. - Dobrze wiesz że tak nie potrafię...
– Nie chodzi o wszystkich...masz mnie i Liam’a i mnie - uśmiechnął się szeroko w moim kierunku na co ja jedynie złożyłam ręce na piersi i się obraziłam. W sumie...jestem pod jego opieką i chcąc nie chcąc muszę się do niej dostosowywać. A niech to szlag!
W przeciągu parunastu minut dojechaliśmy pod dużym dom, który należał do posiadłości One Direction. Niall swoje Audi zaparkował wręcz idealnie. Nie wyszło mu za pierwszym razem, więc musiał zrobić to ponownie. Wyjął z bagażnika moje walizki i gestem dłonie wskazał kierunek, w którym mam się udać. Denerwowałam się. Stres zżerał mnie od środka. Oddychałam płytko i szybko. Nie mogłam przewidzieć reakcji chłopaków, gdy mnie zobaczą po 3 latach. Zmieniłam się pod każdym możliwym względem. Dojrzałam i "wypiękniałam" jak to rzekł mój kochany blondasek. Weszliśmy do domu, a serce gwałtowniej zaczęło mocniej bić. Nerwowo przełknęłam ślinę, a chłopak uśmiechnął się zachęcająco i zapewnił, że wszystko w porządku. Chłopak ponownie uśmiechnął się do mnie i złapał mnie za rękę. Zawsze tak robił gdy się czegoś bałam i zostało nam to do dzisiaj. Uśmiechnęłam się sztucznie i przełknęłam ślinę, czując jak rośnie we mnie ogromny strach.
Teraz zupełnie cała spięta i poddenerwowana siedziałam na kanapie w dużym salonie. Serce biło jak oszalałe, ciśnienie było na najwyższym poziomie, a w gardle zaczynało brakować mi śliny. Ciężko przełknęłam ślinę i głęboko westchnęłam. Siedziałam sama, bo Niall poszedł zanieść moje walizki do mojego pokoju i kazał mi tutaj poczekać. Czas dłużył się i dłużył. Wydawało mi się, że siedzę tak już wieczność. Bawiłam się palcami, które i tak były spocone jak u świni. Cholerny stres. Nienawidzę go! Usłyszałam za sobą skrzypienie schodów, a wtedy zdenerwowałam się jeszcze bardziej. Zamknęłam na chwilę powieki w wyniku czego zakręciło mi się w głowie. Oh, Claudia! Weź się w końcu w garść! Nie bądź taką panikarą. Zaraz, chwila...czy ja rozmawiam sama z sobą? Niemożliwe. Jestem wariatką i powinnam już dawno udać się na terapię. Szlag! Ponownie usłyszałam dźwięk trzaskających się drzwi. To nie brzmiało jak najlepiej. Coraz częściej zaczynam się zastanawiać, czy przyjazd tutaj to dobry wybór. Zaczęłam kręcić kosmyk włosów wokół palca i zgryzłam dolną wargę. Zawsze tak robiłam gdy się przed czymś denerwowałam. To samoistne. Wrodzony nawyk. Delikatnie oparłam się i wtedy poczułam miękkość tej kanapy. Cudo. Nic dziwnego w tym, że Niall uwielbia tutaj zasypiać. Założyłam nogę na nogę i czekałam na zbawienie. Niezręczna cisza dobijała mnie jeszcze bardziej.
– Gdzie ona jest? - usłyszałam niski, zachrypnięty głos.
Nie potrafiłam go rozpoznać, mimo dużego prawdopodobieństwa, że słyszałam go w radiu, telewizji czy też Internecie. Obróciłam się napięcie i wstałam z kanapy, ujrzałam mojego kuzyna u boku Liam’a. Uradowany wykrzyczał moje imię i podbiegł do mnie.
Rzuciłam mu się na szyję, a on objął mnie w talii i okręcił wokół własnej osi kilka razy. Aż we łbie mi się zakręciło. Wtulił się we mnie tak, jakby nie widział mnie bardzo długo. W sumie. Cholera! Trzy lata go nie widziałam. Lubię go nadal, od zawsze był dla mnie miły, opiekuńczy i troskliwy. Zaskoczyła mnie jego reakcja, ale i też ucieszyła. Bardzo spodobało mi się jego powitanie. I mam nadzieję, że miłe niespodzianki jeszcze dziś mnie zaskoczą. Gdy już znajdowałam się na ziemii obiecanej uśmiechnęłam się szeroko w stronę wysokiego Liama. Mój wzrost w porównaniu do jego to jak mrówka i słoń.
– Jakaś ty piękna! - ponownie przytulił mnie do siebie, a ja nie wiedząc jak mam zareagować odwzajemniłam jego gest. Ponownie.

Tego samego dnia, wieczór.

Siedziałam w kuchni razem z Niall’em i Liam’em. Rozmawialiśmy całe popołudnie, wygłupialiśmy się i śmialiśmy z rzeczy, którego w ogóle zobaczyliśmy lub sobie przypomnieliśmy. Udało nam się nawet upichcić czekoladowe ciasteczka, które cudem uniknęły spalenia się. Tak, to prawda. Niall nigdy nie był za dobrym kucharzem, ale kocha jeść. Wszystko pod każdym względem. Louisa, Harry’ego czy też Zayn’a nie spotkałam do tej pory. Powiedziano mi, że Louis pojechał do dziadków i wróci za kilka najbliższych dni. Chłopaki z rana wyruszyli na miasto i cholera wie gdzie ich poniesie. Poszli zabawić się w towarzystwie pięknych kobiet. Zwyczajnie poszli na imprezę, żeby zaliczyć jakąś naiwną pannę, która jest zakochana we własnym odbiciu. Ugh. Na samą myśl o tym, że Harry zabawia się z jakąś dziewczyną gotuje się we mnie złość. On naprawdę mi się podoba. I może boli mnie fakt, że nie zwraca na mnie większej uwagi. Bo przecież "jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i zawsze nimi będziemy". Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam się po chłopakach. Wszyscy spoważnieli, Liam uśmiechnął się cwaniacko, gdzie zaraz cała nasza trójka wybuchła gromkim śmiechem.
– Która to już godzina ? - spytał blondyn, podchodząc do zlewu wkładając tam brudne, trzy szklanki w których jeszcze przed chwilą znajdowało się ciepłe kakao.
Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na prawą rękę, na której znajdował się złoty damski zegarek, który dostałam na piętnaste urodziny od Nialla. Noszę go od tamtej pory i mam do niego wielki sentyment. No i podoba mi się!
– Za piętnaście dziewiąta - zaakcentowałam i uśmiechnęłam się szeroko.
A oni znów się zaśmiali. Roześmiałam się razem z nimi, choć w prawdzie miałam już serdecznie dość. Płakałam już ze śmiechu i rozbolał mnie na dodatek brzuch.
– Z czego my się właściwie śmiejemy ? - napomniał Liam, patrząc się na nas jak na bandę idiotów.
Być może właśnie tak się zachowywaliśmy. Śmialiśmy się jak opętani, czy to normalne?
– Z ciebie - zaśmiałam się i kucnęłam na podłodze łapiąc się za brzuch.
Wstałam i zaczęłam głęboko oddychać, wzięłam do ręki chusteczkę higieniczną i otarłam spływające łzy. Mam dość tego śmiania się. Niedługo dostanę czkawki albo chrypki.
– Koniec na dzisiaj, mam już dość - szepnęłam łapiąc oddech.
W dalszym ciągu wciąż chciało mi się śmiać i z trudem się od tego powstrzymałam. Dlaczego? Nie znam powodu.
– Idę się wykąpać i położę się bo jestem zmęczona. Widzimy się na śniadaniu?
Liam z Niall'em spojrzeli się po sobie i przytaknęli. Uśmiechnęli się szeroko i życzyli mi miłej nocy.
Otworzyłam drewniane drzwi i zapaliłam światło. Podeszłam do okna i zasłoniłam żaluzje, uśmiechnęłam się sama do siebie i odwróciłam się w stronę drzwi. Wyciągnęłam z walizki swój ulubiony, różowy kąpielowy ręcznik który za chwilę położyłam na łóżko. Wygrzebałam gdzieś spod spodu swoje krótkie szorty i koszulkę, z bocznej kieszeni wyciągnęłam swoje włochate fioletowe papunie i rzuciłam w stronę łóżka. Znalazłam również swoją kosmetyczkę, bez której nigdzie się nie ruszam. Nie chodzi o tonę makijażu, bo go nie nakładam prawie wcale. Chodzi o balsamy, wszelkiego rodzaju kremiki, pastę do zębów, szczoteczkę, szampony, płyny i różne pierdoły, których używa każdy człowiek. Westchnęłam, wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i wyszłam z pokoju na korytarz, kierując się prosto do łazienki. Zanim weszłam rozejrzałam się dookoła, światło na dole wciąż się paliło więc oznaczało to, że chłopaki jeszcze siedzą. Normalna nastolatka zemdlałaby na widok chłopaków z One Direction i oddałaby miliony aby pobyć z nimi choć przez chwilę. Nie ja. Ja byłam ta normalna, choć w środku i tak szalałam za ich zespołem. W wolnej chwili śpiewałam ich piosenki i każdą z nich znałam na pamięć. Wspominałam, że mam świetną pamięć i duży iloraz inteligencji? Chyba nie. Ale ze mnie chwalipięta! A propos...jaka dziewczyna odważyłaby się wyjechać na wakacje z pięciorgiem chłopaków, gdzie czterech z nich to obcy kolesie? Takie szaleństwo to tylko w rodzinie Horanów.
Chwilę po tym znajdowałam się już w przytulnej łazience, która była ozdobiona zielono-kremowymi kafelkami. Wszystkie rzeczy położyłam na pralce i odkręciłam kurek z ciepłą wodą, zatkałam otwór i zamknęłam drzwi na klucz. Jestem bezpieczna. Bo w prawdzie...trochę się bałam reakcji Zayn’a i Harry’ego, tym bardziej, że obaj wrócą nie wiadomo o której godzinie i na dodatek wpółprzytomni. Nie wiadomo co im może strzelić do głowy. Bo pijany człowiek nie do końca wie co robi. Miałam styczność z takimi ludźmi, wielokrotnie. Podeszłam do okna w celu zasunięcia rolet, jednak zanim to zrobiłam ujrzałam ciemną postać idącą kulawym krokiem w kierunku drzwi domu. Na śmierć się wystraszyłam. Pośpiesznym ruchem zsunęłam rolety w dół i odskoczyłam od okna, zamknęłam klapę od sedesu i usiadłam na nim chowając twarz w dłoniach. Oddychałam szybko i głęboko. Boże. Claudia! Dlaczego jesteś taką boidupą? Zayn albo Harry. Starałam się poukładać myśli i w miarę logicznie uporządkować to, co przed chwilą zobaczyłam. Tylko nie panikuj, Claudia. Powtarzałam to ciągle, aby w końcu się uspokoić. Kiedy już tak się stało, do wrzącej wody dolałam trochę zimnej a kolejno wlałam do wody trochę płynu o zapachu czerwonych róż. Może trochę więcej. Uwielbiałam ten zapach odkąd pamiętam. Weszłam do wanny i relaksowałam się długą, przyjemną kąpielą.
Minęło dość czasu abym mogła się odprężyć. Leżałam w tej wannie chyba z dobrą godzinę jak nie więcej. Skóra zmarszczyła się jak u starszych osób. Nie żebym miała coś do takich osób. Wręcz przeciwnie, bardzo ich szanuję, lubię i staram się pomagać jak tylko mogę. Bolał mnie kręgosłup od siedzenia w fotelu przez 10 godzin, więc marzę teraz tylko o ciepłym łóżeczku i długim, pięknym śnie. Owinięta w różowy ręcznik stałam przed dużym lustrem ze złotym obramowaniem i przyglądałam się swemu odbiciu. Zmyłam pozostałości po makijażu i na twarz nałożyłam tonik, w wyniku czego po chwili go spłukałam. Posmarowałam twarz kremem, a całe ciało balsamowałam. Szeroko uśmiechnęłam się do swego odbicia i z dokładnością wyszczotkowałam swoje uzębienie. Rozczesałam swoje blond włosy, które były średniej długości, mimo to uwielbiałam je za całokształt.
Zawsze przed snem wypijałam szklankę wody. Nie wiem dlaczego tak robiłam, ale został mi ten zwyczaj od dawna. Postanowiłam zejść na dół i wejść do kuchni, a następnie po cichy napić się. Było ciemno i cicho. Za cicho. Przełknęłam ślinę i zeszłam po schodach. Schody strasznie skrzypiały, co utrudniało mi w utrzymaniu ciszy. Przebrnęłam przez krótki salon i za monet znalazłam się przy lodówce. Otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej szklany dzbanek z wodą mineralną. W minionej sekundzie usłyszałam kroki. Czyjeś ciężkie kroki. Momentalnie przestraszyłam się i napięcie odwróciłam. Rozejrzałam się dookoła, ale ujrzałam tylko ciemność i głuchą ciszę. Zignorowałam ten fakt i wyciągnęłam z szafki szklane naczynie do którego wlałam wodę. Odstawiłam dzbanek do lodówki i usłyszałam tłukące się szkło, moje ciało z wrażenia drgnęło. Serce przyspieszyło swoje bicie, momentalnie odwróciłam się i spytałam czy ktoś tu jest. Nic. Głucho. Niezręcznie. Przerażająco. Śmiertelnie strasznie. Na skórze poczułam gęsią skórkę, wiatr owiewał moje ciało. Pospiesznym krokiem zamknęłam okno w kuchni. Ponownie zignorowałam hałas dobiegający z salonu obok. Ciurkiem wypiłam nalaną przedtem wodę, a szklankę złapałam w prawą dłoń. Znów te przeklęte kroki. Ah! Jak one zaczynały mnie denerwować. Na dodatek byłam panicznie przerażona. Chłopaki śpią i zapewne nie usłyszeliby moich krzyków czy też mego wołania, a szanse na ucieczkę do pokoju mam marne. Ktoś jest w środku, w salonie a żeby znaleźć się w moim pokoju chcąc nie chcąc muszę przejść przez salon. To straszne. Przełknęłam głośno ślinę i wolnymi krokami zmierzałam ku tamtemu pomieszczeniu, przy tym uważnie rozglądając się dookoła. Nie chcę przeoczyć żadnego momentu. Czuję, że ktoś jest w salonie. Czuję jego obecność. Do moich nozdrzy dobiegł zapach męskich perfum. Wzdrygnęłam na samą myśl i pomyślałam, że już jestem przegrana. Zostanę albo zgwałcona, porwana lub zabita. Trudno. Może mnie znajdą. Jest tu ktoś? Halo? Powiedzcie proszę moim rodzicom, że ich bardzo kocham.
Stałam tak w progu z tą szklanką w ręku dobre dziesięć minut. Iść czy nie iść? Cholera, nie wiem. Kroki. Znów ten przeklęty hałas. A niech to szlag trafi! Cisza. Ponuro i głucho. Poczułam jak po moim rozgrzanym policzku spływa łza. Słona, gorzka łza strachu. Szybkim ruchem otarłam ją i jak najciszej potrafiłam odetchnęłam. Słyszałam, jak z sekundy na sekundę kroki stają się bardziej głośniejsze. Boję się. Tak panicznie się boję. Nie chcę umierać. Jestem taka młoda, piękna i inteligentna. Pomocy! Przełknęłam ślinę i zrobiłam krok do przodu. Nim zdążyłam się zorientować przywierałam mocno do ściany. Upuściłam szklankę w wyniku czego rozbiła się na milion drobnych kawałków. Zacisnęłam powieki mimo piekącego bólu w kręgosłupie. Syknęłam cicho, a na nadgarstkach poczułam ból. Czułam jak w tamtym miejscach "tatuują" mi się blizny. Ból momentalnie znikł, a ja poczułam męskie perfumy. Te same co wcześniej. Ładne i chyba drogie. Nieznajomy chłopak uderzył dłonią w ścianę i uniemożliwił mi jakikolwiek ruch, przekręciłam głowę w bok i starałam się unormować swój szybki i płytki oddech. Dlaczego ja jestem taką panikarą? Przecież żyję. Chyba. Zacisnęłam usta w wąską linię by uniknąć płaczu. Strach w tamtej chwili non stop narastał.
– Co ty tutaj robisz ? - poczułam na szyi jego ciepły oddech i bijącą woń alkoholu. Wycedził ostro i stanowczo. Moje ciało było jak z waty i trzęsło się jak galareta.
– Mogę spytać o to samo - szepnęłam półgłosem.
Byłam przestraszona i rozdarta emocjonalnie. Kim jest ten  przeklęty chłopak stojący naprzeciw mnie?
– Ucisz się - syknął mi do ucha.
Boże. Boże. Boże. Serce miałam tuż pod gardłem, w dodatku w żołądku mi się poprzewracało od tego wszystkiego. Czy ten ktoś, musiał się tak upić? Moje ciało nie chciało ze mną współgrać. Cała się trzęsłam i nie potrafiłam temu zaprzestać. Ciśnienie wzrasta. Nie potrafię się opanować i uspokoić. - Chyba nie chcesz, żebym miał przez ciebie problemy, prawda Claudio? - gdy tylko usłyszałam swoje imię moje tęczówki momentalnie otworzyły się. Odwróciłam głowę w kierunku chłopaka i ujrzałam tylko to, że był wysoki i dobrze umięśniony. Miał ciemne włosy, a oczy prawdopodobnie ciemnego odcieniu. Mało wtedy widziałam, ale chyba go rozpoznałam. Zayn Malik. Westchnęłam ciężko i pokiwałam przecząco głową, zamknęłam powieki i z trudem złapałam oddech kiedy na swojej szyi poczułam gorące usta chłopaka.
To, co zrobił przeszło moje oczekiwania. Mało rozumiałam w tamtej chwili. Nie spodziewałam się takiego gestu, a tym bardziej nie mogłam go przewidzieć. Nie wiedziałam jak mam zareagować...zacząć krzyczeć czy jak? Zayn delikatnie i z ostrożnością całował moją szyję, kolejno przygryzł płatek mojego ucha. Pocałował mnie za uchem, czując przyjemne gilgotanie jęknęłam z wrażenia. Nie lubię gilgotek. Nienawidzę tego uczucia. Chłopak słysząc to prychnął prosto do mojego ucha.
– Zayn, jesteś pijany. Daj mi spokój - wyszeptałam melodyjnym głosem, mimo to cholernie bałam się reakcji chłopaka.
Widziałam jak nonszalancko się do mnie uśmiecha. Chytry i tajemniczy uśmieszek wkradł się na jego usta. Pokiwał przecząco głową i zbliżył się ponownie do mojej szyi. Wpił się w nią jak wampir w swoją ofiarę. Jeździł językiem wzdłuż i wszerz. Zgryzłam dolną wargę. Nie stawiałam oporu bo i tak wiedziałam, że przegram. Zacisnął usta na mojej szyi i pozostawił ślad. Mogłam spodziewać się najgorszego.
– Trochę - szepnął mi do ucha całując mnie w policzek. – Zostawiłem ci małą pamiątkę, mam nadzieje że miło będziesz mnie wspominać - usłyszałam jego kpinę.
Nienawidziłam sarkazmów. Od razu wyczułam to, że mnie nie lubi. Więc dlaczego mi to zrobił? Miałam ochotę upaść na ziemię i się rozpłakać. Ale nie mogłam.
– Śpij spokojnie, Claudio - odsunął się ode mnie wchodząc po schodach na górę. Usłyszałam jak cicho się podśmiechuje.
Westchnęłam ciężko ale i też z ulgą. Zapaliłam w kuchni światło i jak najprędzej posprzątałam rozbite szkło i wrzuciłam je do kosza. Spojrzałam w kierunku drzwi, a na podłodze dostrzegłam tylko brudne ślady butów Malika. Westchnęłam biorąc do ręki mop i natychmiast je powycierałam. Gdy już zgasiłam światło pędem pognałam do łazienki. Przejrzałam się w lustrze i nic podejrzanego nie zobaczyłam. Ale chwila! Z lewej strony zobaczyłam bliznę, tak jakby mały siniak. Szlag. Będę miała przepiękną malinkę i chłopaki uznają mnie za jakąś dziwkę. A to wszystko przez tego dupka Malika! Mam ochotę go udusić. Tak, mam ochotę. Zrobiłabym to gdybym była na tyle odważna. Zgasiłam światło i weszłam do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz. Chciałam uniknąć nieprzyjemnych zdarzeń z panem "Zrobiłem ci malinkę, więc teraz musisz na mnie lecieć". Weszłam do łóżka i nakryłam się ciepłą kołdrą. Zamknęłam powieki, jednak za chwilę otworzyłam je. Spostrzegłam, iż na korytarzu pali się światło. Za chwilę ujrzałam padający cień i usłyszałam jak ktoś gwałtownie i natarczywie łapie za moją klamkę. Usłyszałam tylko przekleństwa ze strony Malika. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując że byłam bystrzejsza od niego. Wiedziałam, że tak się stanie. Punkt dla mnie przystojniaczku.

8 komentarzy:

Obserwatorzy